Luigi L. Cavalli-Sforza

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 14 lutego 2012
Comments: No Comments
Tags: No Tags
Categories: Notatki z lektur

 

Jestem właśnie po lekturze Genes, Peoples and Languages Luigi L. Cavalli-Sforzy, a w zasadzie jedynego interesującego mnie na dzisiaj jej rozdziałuLC-S, do pozostałych w wolnej chwili wrócę, gdy najdzie mnie ochota zmierzyć się z problemami tego typu.

Nie dziwię się teraz, dlaczego Ina Wunn, odrzuciwszy memetykę właśnie do tego autora sięgnęła przy opisie procesu transmisji kulturowej. Jest to ujęcie na pewno bliższe naukom społecznym niż miażdżąca większość z tego, co pod szyldami memetyki czy socjobiologii napisano.

Poprzestanę tylko na jednym przykładzie. Wszyscy interesujący się memetyką znają doskonale rozróżnienie transferu pionowego i poziomego. Najczęściej sprowadza się pionowy do przekazu z rodzica na dziecko, a poziomy do pozostałych sytuacji. Rozróżnienie to pochodzi właśnie z prac Cavalli-Sforzy, ale co ciekawsze, zostało ono przy okazji znacząco uproszczone. Dla autora bowiem przekaz pionowy to nie tylko przekaz od rodzica (rodzonego), ale też adoptowanego czy też wszelkich osób należących do danej grupy społecznej należących do dawnych pokoleń. Za przykład podaje choćby wpływ św. Augustyna na dzisiejszych katolików czy Arystotelesa na filozofów. Ale nie byłby nim już np. wpływ Augustyna na buddystów czy Arystotelesa na malarzy. Ale i tego rodzaju wpływy są przecież możliwe. Dlatego też rozróżnia poza dwoma wspomnianymi także inne sposoby przekazu: ściśle rzecz biorąc jeszcze dwie formy czyste, ale wliczywszy warianty pośrednie razem mamy sześć typów transmisji.

Mamy więc dodatkowo:

3) przekaz ukośny (pośredni między horyzontalnym a wertykalnym czyli jednostka wprawdzie ze starszego pokolenia, ale nienależąca do danej grupy, nie posiadająca zatem naturalnego tu autorytetu),

4) jednostka->grupa (np. wykładowca ->studenci, albo wódz->plemię),

5) jednostka->grupa->grupy (czyli przekaz w ramach zhierarchizowanych społeczności).

6) grupa -> jednostka. Ten ostatni jest przy tym najważniejszy, gdyż zapewnia największą stabilność przekazu. Zachodzi w trakcie socjalizacji dzieci w rodzinie czy formowaniu rekrutów przyjmowanych do jakiejś grupy społecznej. 

Nie jest to jedyny przykład bardziej socjologicznego, czy po prostu realistycznego podejścia do ewolucji kulturowej, choć i tu socjolog mógłby to i owo zarzucić. Moim zdaniem populacyjne podejście autora wyjątkowo dobrze przystaje do problemu na którym się też skupił: językoznawstwa. W przypadku jednak na przykład idei religijnych może już zawodzić, gdyż przestajemy mieć tu do czynienia z populacją, ale ze zorganizowaną grupą posiadającą określone granice. Uwzględnienia społecznych barier mi właśnie w tych analizach brakuje najbardziej, zwłaszcza wobec słusznego uwzględnienia barier geograficznych.

 

(331)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.7/10 (3 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +2 (from 2 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Barokowa asceza

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 22 września 2011
Comments: 1 Comment
Tags: , ,
Categories: Obserwacje, komentarze

Na stronie mojej żony ukazał się właśnie arcyciekawy fragment jej książki o sarmacko-barokowych wzorcach świętości lansowanych wobec świeckich. Cała książka jest skądinąd warta polecania interesującym się socjologią religii. Oczywiście mówi ona nie o faktycznych przejawach religijności (bez badań historycznych trudno stwierdzić ile w hagiografiach propagandy a ile etnografii), ale o tym, jaką religijność stawiano za wzorzec. Samo stawianie za wzorzec pewnych praktyk mówi jednak wiele o historycznych przejawach danej religii.

Zwłaszcza zamieszczony fragment – naprawdę, dla ludzi o mocnych nerwach  ;D  – stanowi wyzwanie dla optymistycznego podejścia do religii widzącego w niej źródło wyłącznie wszelkiego dobra, zwłaszcza na poziomie jednostkowym. Z ewolucjonistycznego punktu widzenia oczywiście wszystko jest możliwe i nie jest niczym zaskakującym, że dane zjawisko społeczne może przybrać na pewnym poziomie formy wręcz patologiczne, by na innym okazać się adaptacją.

(365)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.4/10 (5 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Jonathan Turner – Human institutions. A Theory of Societal Evolution

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 1 lipca 2011
Comments: No Comments
Tags: No Tags
Categories: Notatki z lektur

Human institutionsJak zauważył recenzent w Social Forces (dostęp przez bazy UAM) Turnerowi z całą pewnością nie można zarzucić braku ambicji. Podejmuje on próbę uprawiania teorii socjologiczne z rozmachem, na jaki niewielu amerykańskich uczonych odważyło się od czasu Parsonsa. Podchodziłem do lektury tej książki z tym większą nadzieją, że autor przy wielu okazjach wypowiadał się bardzo dobrze o Spencerze (np., że jest to "zapomniany Gigant teorii socjologicznej), a i pobieżny przegląd spisu treści tej, jak i kolejnej jego książki (Theoretical Principles of Sociology, vol1) wskazuje, że Spencer stanowi dla niego jedno z najważniejszych źródeł inspiracji. W wielu miejscach wyraża też bardzo pozytywny stosunek do biologii i w ogóle "twardej nauki", co często dobrze wróży. Jak zauważył  Stanisław Andreski kontakt z dziedzinami, w który blagierstwo jest dużo trudniejsze niż w humanistyce dobrze robi socjologom. Niestety, w przypadku Turnera kontakt ten był chyba dość pobieżny (o tym niżej). Turner sięga do tradycji funkcjonalizmu próbując ją nieco unowocześnić. Zamiast więc mówić o "funkcjonalnych niezbędnikach" woli mówić o siłach, które odpowiadają za pojawienie się instytucji społecznych.Odcina się od wielu innych poszukiwaczy "głównej sprężyny" widzi takich sił działających na poziomie makro pięć, są to: populacja, produkcja, reprodukcja, regulacja i dystrybucja. Według mnie, to niezbyt uzasadniony podział, zwłaszcza rozdzielenie populacji od reprodukcji i dystrybucji od produkcji. Turner trafnie zauważa ważny błąd wiążący się z pojęciem "niezbędników" – taka teoria w zasadzie nie dopuszcza możliwości porażki. Tradycyjny funkcjonalizm nie wyjaśniał też jak ludzie tworzyli instytucje. (czytaj dalej…)

(310)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (3 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Łabędzi śpiew memetyki

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 12 czerwca 2011
Comments: No Comments
Tags: , ,
Categories: Notatki z lektur

Po przeczytaniu głównych książek dotyczących memetyki już w zasadzie tylko z obowiązku zabrałem się za lekturę książki Kate Distin The Selfish Meme. A Critical Reassessment

Selfish meme

Książka ta – muszę przyznać – bardzo mnie zaskoczyła. Sam tytuł, nawiązujący do ewangelii memetyki – Samolubnego genu Dawkinsa, zapowiadał wiernopoddańczą egzegezę czy pismo oddanej wyznawczyni. Jako, że w pismach memetyków praca Distin nie jest wymieniane w czołówce, spodziewałem się takiej "gorszej" Susan Blackmore. Pierwsze rozdziały zdawały się potwierdzać takie przypuszczenie. Autorka skrupulatnie rekonstruuje koncepcję Dawkinsa zachowując do niego całą należną atencję. Przejmuje wiele kluczowych jego założeń i terminów opartych na teorii samolubnego replikatora. Jest to więc książka, bez wątpienia, należąca do "ortodoksyjnego" nurtu memetyki. 

W kilku miejscach jednak poważnie ją modyfikuje. Autorka jest filozofką i do rozwikłania kluczowej kwestii memetyki – czym mianowicie jest ów mem, używa narzędzi filozoficznych, a konkretnie – dyskutowanego przez współczesnych filozofów umysłu pojęcia reprezentacji i metareprezentacji.

Książka ta powstała już po konferencji z 1999 roku w Cambridge (materiały opublikowano w Darwinizing culture) i – co było pozytywnym zaskoczeniem – autorka poważnie podeszła do większości zarzutów i gorzkich konstatacji, jakie na ten konferencji padły. Wiele z tych zarzutów udało się jej w sposób przekonujący odeprzeć. Co najbardziej może zaskakujące, autorka dokonała tego nie – jak sugerowano – przez wycofanie się z nazbyt odważnych analogii genetycznych, ale – przeciwnie – analogie te pogłębiając do stopnia, do którego żaden z memetyków się dotąd nie odważył (podejrzewam, że jako biolodzy czuli się za mało kompetentni w sferze kultury, więc na wszelki wypadek woleli nie żałować zastrzeżeń, iż w kulturze to jednak pewnie jest inaczej niż w biologii). Koncepcją niewątpliwie użyteczną dla memetyki jest przeniesienie pojęcia allelu, a zatem otwarcie dyskusji na temat możliwości drugiego mechanizmu powstawania zmienności kulturowej, czyli rekombinacji (dotąd sprowadzano każdą zmianę do mutacji). Autorka postawiła też odważną tezę o istnieniu memetycznego DNA, są nim RS (systemy reprezentacji). W odróżnieniu od biologii, gdzie występuje tylko jeden taki system – właśnie DNA, w kulturze jest ich więcej. Najważniejszym jest język naturalny, ale autorka podaje też cały szereg innych: notacja muzyczna, symbole matematyczne, system kartograficzny, tarcza zegara, i in. (czytaj dalej…)

(357)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (2 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Fatum memetyki

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 10 czerwca 2011
Comments: 84 Comments
Tags: , ,
Categories: Obserwacje, komentarze

Napisałem, iż moim zdaniem największym przekleństwem memetyki jest to, iż została wymyślona przez Richarda Dawkinsa. Chyba tak ostry sąd wymaga pewnego wytłumaczenia. Problem w tym, co memetyka odziedziczyła po swym (memetycznym) ojcu. 

Po pierwsze, to koncepcja replikatora. Po drugie, to koncepcja samolubnego replikatora. 

Replikator, czyli byt posiadający zdolność wytwarzania (zwykle wiernych) własnych kopii. Niewątpliwie gen można do tej grupy zaliczyć. Ale czy można to powiedzieć o "jednostce dziedziczenia kulturowego"? Mówi się, że gen, to jednostka informacji. Ale ta jednostka jest zapisana w postaci sekwencji związków chemicznych na materialnej cząsteczce DNA. To ten materialny DNA może się kopiować dzięki właściwościom chemicznym składających się na niego zasad. A zatem w zasadzie "gen" – czyli informacja – sam siebie nie kopiuje. Memetycy zdają się przeskakiwać nad tym problemem do porządku dziennego. Ale to jednocześnie skłania ich do skupiania się na przykładach memów, które zdają się posiadać taką właściwość. Tym samym idą pod prąd całej tradycji socjologii wiedzy, która, paradoksalnie, bliższa jest tu genetyce. Od Hegla bowiem i jego "chytrości Ducha", przez Mistrzów podejrzeń z Karolem Marksem po Maxa Schelera i jego bezsilnego Ducha, wskazywała, iż idea sama w sobie nie ma żadnej mocy, że może przetrwać jedynie wtedy, gdy sprzymierzy się z konkretnymi ludzkimi potrzebami. Memetycy natomiast najczęściej w samym memie szukają przyczyn jego popularności, skupiają się na trikach i podstępach, a na pytanie dlaczego ludzie im ulegają mają mgliste odpowiedzi w rodzaju "podatności ludzkiego umysłu".  (czytaj dalej…)

(6154)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.5/10 (2 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Darwinizing Culture

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 1 czerwca 2011
Comments: 12 Comments
Tags: , ,
Categories: Notatki z lektur

Tytułowa książka, (to ta moja pierwsza przeczytana na Kindle) powstała jako rezultat konferencji poświęconej memetyce. Uwaga: nie konferencji memetyków, ale właśnie na temat memetyki. Jej podtytuł "The Status of Memetics as a Science" dobrze oddaje to, co w niej najważniejsze. Redaktorem publikacji (ukazała się w 2000 roku) był Robert Aunger.

Książkę tę powinien przeczytać każdy, kto bądź jest zafascynowany ideą Richarda Dawkinsa, iż kulturą rządzą samolubne memy, bądź też się do tej idei zdążył zrazić. W pierwszym przypadku może doznać czegoś na kształt zimnego prysznicu. Na konferencji bowiem wypowiadali się nie tylko memetycy, ale też życzliwi acz zdecydowani krytycy tej dyscypliny. Naturalnie część ich zarzutów wynika z niezrozumienia, część jednak jest na tyle poważnych, że bez ich przezwyciężenia całe memetyczne przedsięwzięcie skazane być może (a raczej musi) na porażkę.

Z drugiej strony ci, którzy intuicyjnie przeczuwali, że coś z tą memetką "nie w porządku", albo nawet mieli jasne zrozumienie jej wad i braków lub też uważali ją w ogóle za błędną koncepcję, mogą się przekonać, że oprócz Dawkinsa, Daniela Dannetta i Susan Blackmore, którzy powszechnie uchodzą za "ortodoksję", istnieje też "heterodoksja" i, jak często w podobnych wypadkach bywa, jest ona znacznie ciekawsza niż mainstream. W tym wypadku zresztą "heterodoksja" to może złe określenie: po prostu byli i są ludzie, którzy robią to samo inaczej, niezależnie od Dawkinsa i jego memetyki. Co robią? Stosują darwinizm do kultury. Wielu z nich obywa się nawet w ogóle bez pojęcia memu czy analogicznego "replikatora". Niektóre ich pomysły wyglądają bardziej obiecująco niż projekt Dawkinsa. Mam na myśli na przykład pomysł zastosowania algorytmów genetyki populacyjnej do kultury ( Robert Boyd i Peter J. Richerson). Fascynacja komputerowym modelowaniem wydała mi się wprawdzie nieco zabawna (choć to częste w tym środowisku), jednak w przeciwieństwie do swobodnych spekulacji o kulturze Dawkinsa czy Blackmore swoje modele zwykli konfrontować z rzeczywistością uzupełniając je w rezultacie o istotne elementy. Stąd na poziomie wniosków ich rozumienie kultury i jej transmisji sprawia dużo lepsze wrażenie.

"Ortodoksyjna" memtyka zdaje się być na wiele z tych elementów szczególnie impregnowana skupiając się na udowadnianiu, że memy są replikatorami i jak strasznym wirusem umysłu jest religia. Nie dziwi mnie zatem powtarzająca w tekstach się skarga, że po 20 latach istnienia memetyka nie tylko nie ma żadnych konkretnych dokonań. Co gorsza, wydaje się, że nie udało się jej uzgodnić stanowiska w kwestii tak podstawowej, jak to, czym w ogóle jest mem.  (czytaj dalej…)

(862)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Moja pierwsza książka z Kindle

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 21 maja 2011
Comments: No Comments
Tags: No Tags
Categories: Obserwacje, komentarze

Pęczniejący katalog z nieprzeczytanymi e-bookami, mnóstwem artykułów ściągniętych z EBSCO nie mogły dłużej czekać. A jednocześnie myśl o spędzeniu kilkudziesięciu (oby tylko) godzin przed ekranem albo zadrukowaniu wielu, wielu ryz papieru nie nastrajała pogodnie. Tak więc z tych trzech względów: naukowych, zdrowotnych i ekologicznych zdecydowałem się nabyć czytnik e-booków. Ostatecznie wybór padł na produkt Amazona – Kindle. Kilka rzeczy zadecydowały o tym wyborze: po pierwsze wolałem urządzenie z ekranem opartym na e-papierze a nie LCD. E-papier zjada dużo mniej prądu, nie męczy wzroku i zasadniczo bardziej przypomina normalny papier. Po drugie, zależało mi na możliwości robienia notatek. Zwykle czytając książkę czy artykuł dużo zakreślam a na marginesach piszę. Przepisywanie tego później to dodatkowa robota, którą miło byłoby sobie oszczędzić. Ale jak wprowadzać notatki? jestem przywiązany do klawiatury i to takiej fizycznej, z przyciskami. Nie wyobrażałem sobie stukać rylcem po ekranie, ani nie wierzę, by jakiś program rozpoznał me pismo odręczne. Ostatni choć nie najmniej istotny wzgląd: cena. Jak się zorientowałem Kindle razem z przesyłką jest tańszy, niż cokolwiek na polskim rynku. Nabyłem Kindle 3 z Wi-fi. Dostępna jest też wersja z 3G (ogólnoświatowym darmowym dostępem do Internetu) – jednak uznałem (i okazało się, że miałem rację), że nie jest to urządzenie do surfowania po sieci. Dostępna jest też wersja DX z większym ekranem, dysponuje jednak starszym systemem operacyjnym, z gorszą obsługą plików pdf. (czytaj dalej…)

(367)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Gerhard Lenski

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 28 kwietnia 2011
Comments: No Comments
Tags: No Tags
Categories: Notatki z lektur

Gerharda Lenskiego znałem dotąd jako autora "Religious Factor", książki, w której na podstawie "twardych" statystycznych danych przekonywał, że wyznawana religia jest (wbrew prorokom sekularyzacji) nadal potężnym czynnikiem kształtującym ludzkie wybory. Okazuje się jednak, że jest to jeden z najważniejszych reprezentantów neoewolucjonizmu w socjologii. Zainteresowanych bliżej tę wybitną postacią w amerykańskiej socjologii odsyłam do numeru Sociological Theory z 2004 roku (Vol. 22, No. 2, Jun. Religion, Stratification, and Evolution in Human Societies: Essays in Honor of Gerhard E. Lenski) poświęconego w całości różnym aspektom jego dorobku (czasopismo dostępne jest w bazie JSTOR dostępnej przez konta uniwersyteckie).

Ecological-Evolutionary Theory

Przeczytałem właśnie ostatnią książkę tego autora: Ecological-Evolutionary Theory: Principles and Applications. Trzeba powiedzieć, że była to całkiem przyjemna lektura, zwłaszcza w porównaniu z Parsonsem, którego  Societies. Evolutionary and Comparative Perspectives właśnie męczę.

Lenski "nawrócił się" na ewolucjonizm pod wpływem doświadczenia, jakim było prowadzenie zajęć ze wstępu do socjologii. Sądzę, że wielu słuchaczy jak i prowadzących takie zajęcia mogą podpisać się pod jego opinią, że socjologia jawi się jako nauka "trochę o tym, trochę o tamtym". Brakowało mu dla tych wszystkich treści jednej spójnej ramy teoretycznej. taką ramę stanowić może właśnie ewolucjonizm.

W ostatniej książce prezentuje on założenia teoretyczne, które empiryczne zastosowanie znalazły już w poprzednich jego pracach: Power and Privilege oraz Human Societies: An Introduction to Macrosociology (dodam, że ta ostatnia miała dziesięć wydań)(czytaj dalej…)

(311)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Nowa książka

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 26 lutego 2011
Comments: No Comments
Tags: , ,
Categories: Notatki z lektur

Od niedawna można nabyć w niektórych księgarniach moją nową książkę "Guru – uczniowie – wspólnota". Choć ukazała się z datą 2010, w rzeczywistości powstała już jakiś czas temu – podobnie zresztą było z poprzednią, która "w zasadzie" gotowa była już trzy lata przed wydaniem. Naturalnie nanosiłem stale różne poprawki i uzupełnienia, jednak nie mogłem i nie chciałem zmieniać zasadniczej konstrukcji i paradygmatu teoretycznego w ramach którego się sytuuje. Nie była ona bowiem pisana z perspektywy ewolucjonizmu, który dziś mi jest najbliższy…

Chociaż… nie do końca nie ma z ewolucjonizmem nic wspólnego. Choć słowo "ewolucja" w niej w zasadzie nie występuje, a na pewno nie należy do kluczowych, to jednak w pracy tej podejmuję kluczowe dla ewolucjonistycznego podejścia do religii (tak jak ja je rozumiem) kwestie: specjacji (= [biol.] powstanie nowego gatunku), selekcji, transmisji informacji, i kilka innych. Nie zwróciłem dotąd uwagi, jak dalece darwinowska jest socjologia wiedzy Maxa Schelera, która wyznaczyła najbardziej ogólny szkielet pracy. Sam Scheler się zresztą do powinowactwa z Darwinem nie przyznawał – w Problemach socjologii wiedzy nazwisko to pada raz, i to w jednej z wielu wyliczanek uczonych reprezentujących taki czy inny badany nurt umysłowy.

Tak czy inaczej – dzięki temu "Guru" nie jest jedynie przerywnikiem między Spencerem a obecnie zgłębianą przeze mnie tematyką, ale logicznym punktem wiążącym. Na marginesie dodam jeszcze, że jest to pierwsza moja książka oparta na badaniach empirycznych, co pozwoliło mi zweryfikować kilka klasycznych koncepcji teoretycznych.

Zapraszam do lektury, a także do dzielenia się swymi uwagami w komentarzach poniżej.

(254)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 5.5/10 (2 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Pascal Boyer, Religion explained

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 10 sierpnia 2010
Comments: No Comments
Tags: ,
Categories: Notatki z lektur

Pascal Boyer, Religion explained. The Evolutionary Origins of Religious Thought, 2001. Wydanie polskie: I człowiek stworzył Bogów… Jak powstała religia, 2005

Pascal Boyer należy do najbardziej znaczących uczonych z nurtu, który na przełomie tysiącleci zaczął stosować teorię ewolucji do wyjaśnienia fenomenu religii. Ewolucjonizm w jego wydaniu to przede wszystkim ewolucyjna teoria umysłu, która przybiera formę psychologii kognitywistycznej.

O ile wyjaśnienie ewolucyjne oznacza wskazanie dwóch kategorii przyczyn: bezpośrednich i ultymatywnych, to książka Boyera skupia się właściwie wyłącznie na tych pierwszych i – co trzeba mocno podkreślić – bynajmniej nie na wszystkich przyczynach bezpośrednich. Interesuje go wyłącznie wymiar psychologiczny – jakie mechanizmy poznawcze odpowiadają za religię, nie zajmuje się tu jednak  wymiarem socjologicznym. W najlepszym wypadku psychologicznym uwarunkowaniem niektórych zjawisk społecznych. A jednak to, czy dane wierzenie wygra w ewolucyjnej rywalizacji, zależy nie tylko, choć również, od tego czy będzie "kompatybilna" ze strukturami mózgowymi.

Ograniczenie się przez autora do tego jednego czynnika selekcyjnego sprawia, że tytuł "Religia wyjaśniona" brzmi nieco zbyt tryumfalistycznie, podobnie jak niektóre wypowiedzi.  Mimo to książkę uważam za bardzo interesującą, podobnie jak samo kognitywistyczne podejście, które pozwala wprowadzić ład w kwestiach, w których dotąd nauka poruszała się nieco po omacku, operując kategoriami instynktu religijnego itp. Nie będę tu referował zawartości książki, gdyż jest ona dostępna w polskim przekładzie. Ograniczę się tylko do kilku uwag. (czytaj dalej…)

(290)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia
«page 3 of 5»

Ostatnie strony
Follow Me
FacebookGooglePlusTwitterYoutube

Welcome , today is niedziela, 19 sierpnia 2018