Jonathan Turner – Human institutions. A Theory of Societal Evolution

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 1 lipca 2011
Comments: No Comments
Tags: No Tags
Categories: Notatki z lektur

Human institutionsJak zauważył recenzent w Social Forces (dostęp przez bazy UAM) Turnerowi z całą pewnością nie można zarzucić braku ambicji. Podejmuje on próbę uprawiania teorii socjologiczne z rozmachem, na jaki niewielu amerykańskich uczonych odważyło się od czasu Parsonsa. Podchodziłem do lektury tej książki z tym większą nadzieją, że autor przy wielu okazjach wypowiadał się bardzo dobrze o Spencerze (np., że jest to "zapomniany Gigant teorii socjologicznej), a i pobieżny przegląd spisu treści tej, jak i kolejnej jego książki (Theoretical Principles of Sociology, vol1) wskazuje, że Spencer stanowi dla niego jedno z najważniejszych źródeł inspiracji. W wielu miejscach wyraża też bardzo pozytywny stosunek do biologii i w ogóle "twardej nauki", co często dobrze wróży. Jak zauważył  Stanisław Andreski kontakt z dziedzinami, w który blagierstwo jest dużo trudniejsze niż w humanistyce dobrze robi socjologom. Niestety, w przypadku Turnera kontakt ten był chyba dość pobieżny (o tym niżej). Turner sięga do tradycji funkcjonalizmu próbując ją nieco unowocześnić. Zamiast więc mówić o "funkcjonalnych niezbędnikach" woli mówić o siłach, które odpowiadają za pojawienie się instytucji społecznych.Odcina się od wielu innych poszukiwaczy "głównej sprężyny" widzi takich sił działających na poziomie makro pięć, są to: populacja, produkcja, reprodukcja, regulacja i dystrybucja. Według mnie, to niezbyt uzasadniony podział, zwłaszcza rozdzielenie populacji od reprodukcji i dystrybucji od produkcji. Turner trafnie zauważa ważny błąd wiążący się z pojęciem "niezbędników" – taka teoria w zasadzie nie dopuszcza możliwości porażki. Tradycyjny funkcjonalizm nie wyjaśniał też jak ludzie tworzyli instytucje. (czytaj dalej…)

(307)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (3 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

Łabędzi śpiew memetyki

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 12 czerwca 2011
Comments: No Comments
Tags: , ,
Categories: Notatki z lektur

Po przeczytaniu głównych książek dotyczących memetyki już w zasadzie tylko z obowiązku zabrałem się za lekturę książki Kate Distin The Selfish Meme. A Critical Reassessment

Selfish meme

Książka ta – muszę przyznać – bardzo mnie zaskoczyła. Sam tytuł, nawiązujący do ewangelii memetyki – Samolubnego genu Dawkinsa, zapowiadał wiernopoddańczą egzegezę czy pismo oddanej wyznawczyni. Jako, że w pismach memetyków praca Distin nie jest wymieniane w czołówce, spodziewałem się takiej "gorszej" Susan Blackmore. Pierwsze rozdziały zdawały się potwierdzać takie przypuszczenie. Autorka skrupulatnie rekonstruuje koncepcję Dawkinsa zachowując do niego całą należną atencję. Przejmuje wiele kluczowych jego założeń i terminów opartych na teorii samolubnego replikatora. Jest to więc książka, bez wątpienia, należąca do "ortodoksyjnego" nurtu memetyki. 

W kilku miejscach jednak poważnie ją modyfikuje. Autorka jest filozofką i do rozwikłania kluczowej kwestii memetyki – czym mianowicie jest ów mem, używa narzędzi filozoficznych, a konkretnie – dyskutowanego przez współczesnych filozofów umysłu pojęcia reprezentacji i metareprezentacji.

Książka ta powstała już po konferencji z 1999 roku w Cambridge (materiały opublikowano w Darwinizing culture) i – co było pozytywnym zaskoczeniem – autorka poważnie podeszła do większości zarzutów i gorzkich konstatacji, jakie na ten konferencji padły. Wiele z tych zarzutów udało się jej w sposób przekonujący odeprzeć. Co najbardziej może zaskakujące, autorka dokonała tego nie – jak sugerowano – przez wycofanie się z nazbyt odważnych analogii genetycznych, ale – przeciwnie – analogie te pogłębiając do stopnia, do którego żaden z memetyków się dotąd nie odważył (podejrzewam, że jako biolodzy czuli się za mało kompetentni w sferze kultury, więc na wszelki wypadek woleli nie żałować zastrzeżeń, iż w kulturze to jednak pewnie jest inaczej niż w biologii). Koncepcją niewątpliwie użyteczną dla memetyki jest przeniesienie pojęcia allelu, a zatem otwarcie dyskusji na temat możliwości drugiego mechanizmu powstawania zmienności kulturowej, czyli rekombinacji (dotąd sprowadzano każdą zmianę do mutacji). Autorka postawiła też odważną tezę o istnieniu memetycznego DNA, są nim RS (systemy reprezentacji). W odróżnieniu od biologii, gdzie występuje tylko jeden taki system – właśnie DNA, w kulturze jest ich więcej. Najważniejszym jest język naturalny, ale autorka podaje też cały szereg innych: notacja muzyczna, symbole matematyczne, system kartograficzny, tarcza zegara, i in. (czytaj dalej…)

(355)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (2 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

Fatum memetyki

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 10 czerwca 2011
Comments: 84 Comments
Tags: , ,
Categories: Obserwacje, komentarze

Napisałem, iż moim zdaniem największym przekleństwem memetyki jest to, iż została wymyślona przez Richarda Dawkinsa. Chyba tak ostry sąd wymaga pewnego wytłumaczenia. Problem w tym, co memetyka odziedziczyła po swym (memetycznym) ojcu. 

Po pierwsze, to koncepcja replikatora. Po drugie, to koncepcja samolubnego replikatora. 

Replikator, czyli byt posiadający zdolność wytwarzania (zwykle wiernych) własnych kopii. Niewątpliwie gen można do tej grupy zaliczyć. Ale czy można to powiedzieć o "jednostce dziedziczenia kulturowego"? Mówi się, że gen, to jednostka informacji. Ale ta jednostka jest zapisana w postaci sekwencji związków chemicznych na materialnej cząsteczce DNA. To ten materialny DNA może się kopiować dzięki właściwościom chemicznym składających się na niego zasad. A zatem w zasadzie "gen" – czyli informacja – sam siebie nie kopiuje. Memetycy zdają się przeskakiwać nad tym problemem do porządku dziennego. Ale to jednocześnie skłania ich do skupiania się na przykładach memów, które zdają się posiadać taką właściwość. Tym samym idą pod prąd całej tradycji socjologii wiedzy, która, paradoksalnie, bliższa jest tu genetyce. Od Hegla bowiem i jego "chytrości Ducha", przez Mistrzów podejrzeń z Karolem Marksem po Maxa Schelera i jego bezsilnego Ducha, wskazywała, iż idea sama w sobie nie ma żadnej mocy, że może przetrwać jedynie wtedy, gdy sprzymierzy się z konkretnymi ludzkimi potrzebami. Memetycy natomiast najczęściej w samym memie szukają przyczyn jego popularności, skupiają się na trikach i podstępach, a na pytanie dlaczego ludzie im ulegają mają mgliste odpowiedzi w rodzaju "podatności ludzkiego umysłu".  (czytaj dalej…)

(6150)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.5/10 (2 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

Darwinizing Culture

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 1 czerwca 2011
Comments: 12 Comments
Tags: , ,
Categories: Notatki z lektur

Tytułowa książka, (to ta moja pierwsza przeczytana na Kindle) powstała jako rezultat konferencji poświęconej memetyce. Uwaga: nie konferencji memetyków, ale właśnie na temat memetyki. Jej podtytuł "The Status of Memetics as a Science" dobrze oddaje to, co w niej najważniejsze. Redaktorem publikacji (ukazała się w 2000 roku) był Robert Aunger.

Książkę tę powinien przeczytać każdy, kto bądź jest zafascynowany ideą Richarda Dawkinsa, iż kulturą rządzą samolubne memy, bądź też się do tej idei zdążył zrazić. W pierwszym przypadku może doznać czegoś na kształt zimnego prysznicu. Na konferencji bowiem wypowiadali się nie tylko memetycy, ale też życzliwi acz zdecydowani krytycy tej dyscypliny. Naturalnie część ich zarzutów wynika z niezrozumienia, część jednak jest na tyle poważnych, że bez ich przezwyciężenia całe memetyczne przedsięwzięcie skazane być może (a raczej musi) na porażkę.

Z drugiej strony ci, którzy intuicyjnie przeczuwali, że coś z tą memetką "nie w porządku", albo nawet mieli jasne zrozumienie jej wad i braków lub też uważali ją w ogóle za błędną koncepcję, mogą się przekonać, że oprócz Dawkinsa, Daniela Dannetta i Susan Blackmore, którzy powszechnie uchodzą za "ortodoksję", istnieje też "heterodoksja" i, jak często w podobnych wypadkach bywa, jest ona znacznie ciekawsza niż mainstream. W tym wypadku zresztą "heterodoksja" to może złe określenie: po prostu byli i są ludzie, którzy robią to samo inaczej, niezależnie od Dawkinsa i jego memetyki. Co robią? Stosują darwinizm do kultury. Wielu z nich obywa się nawet w ogóle bez pojęcia memu czy analogicznego "replikatora". Niektóre ich pomysły wyglądają bardziej obiecująco niż projekt Dawkinsa. Mam na myśli na przykład pomysł zastosowania algorytmów genetyki populacyjnej do kultury ( Robert Boyd i Peter J. Richerson). Fascynacja komputerowym modelowaniem wydała mi się wprawdzie nieco zabawna (choć to częste w tym środowisku), jednak w przeciwieństwie do swobodnych spekulacji o kulturze Dawkinsa czy Blackmore swoje modele zwykli konfrontować z rzeczywistością uzupełniając je w rezultacie o istotne elementy. Stąd na poziomie wniosków ich rozumienie kultury i jej transmisji sprawia dużo lepsze wrażenie.

"Ortodoksyjna" memtyka zdaje się być na wiele z tych elementów szczególnie impregnowana skupiając się na udowadnianiu, że memy są replikatorami i jak strasznym wirusem umysłu jest religia. Nie dziwi mnie zatem powtarzająca w tekstach się skarga, że po 20 latach istnienia memetyka nie tylko nie ma żadnych konkretnych dokonań. Co gorsza, wydaje się, że nie udało się jej uzgodnić stanowiska w kwestii tak podstawowej, jak to, czym w ogóle jest mem.  (czytaj dalej…)

(858)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

Moja pierwsza książka z Kindle

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 21 maja 2011
Comments: No Comments
Tags: No Tags
Categories: Obserwacje, komentarze

Pęczniejący katalog z nieprzeczytanymi e-bookami, mnóstwem artykułów ściągniętych z EBSCO nie mogły dłużej czekać. A jednocześnie myśl o spędzeniu kilkudziesięciu (oby tylko) godzin przed ekranem albo zadrukowaniu wielu, wielu ryz papieru nie nastrajała pogodnie. Tak więc z tych trzech względów: naukowych, zdrowotnych i ekologicznych zdecydowałem się nabyć czytnik e-booków. Ostatecznie wybór padł na produkt Amazona – Kindle. Kilka rzeczy zadecydowały o tym wyborze: po pierwsze wolałem urządzenie z ekranem opartym na e-papierze a nie LCD. E-papier zjada dużo mniej prądu, nie męczy wzroku i zasadniczo bardziej przypomina normalny papier. Po drugie, zależało mi na możliwości robienia notatek. Zwykle czytając książkę czy artykuł dużo zakreślam a na marginesach piszę. Przepisywanie tego później to dodatkowa robota, którą miło byłoby sobie oszczędzić. Ale jak wprowadzać notatki? jestem przywiązany do klawiatury i to takiej fizycznej, z przyciskami. Nie wyobrażałem sobie stukać rylcem po ekranie, ani nie wierzę, by jakiś program rozpoznał me pismo odręczne. Ostatni choć nie najmniej istotny wzgląd: cena. Jak się zorientowałem Kindle razem z przesyłką jest tańszy, niż cokolwiek na polskim rynku. Nabyłem Kindle 3 z Wi-fi. Dostępna jest też wersja z 3G (ogólnoświatowym darmowym dostępem do Internetu) – jednak uznałem (i okazało się, że miałem rację), że nie jest to urządzenie do surfowania po sieci. Dostępna jest też wersja DX z większym ekranem, dysponuje jednak starszym systemem operacyjnym, z gorszą obsługą plików pdf. (czytaj dalej…)

(367)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

Gerhard Lenski

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 28 kwietnia 2011
Comments: No Comments
Tags: No Tags
Categories: Notatki z lektur

Gerharda Lenskiego znałem dotąd jako autora "Religious Factor", książki, w której na podstawie "twardych" statystycznych danych przekonywał, że wyznawana religia jest (wbrew prorokom sekularyzacji) nadal potężnym czynnikiem kształtującym ludzkie wybory. Okazuje się jednak, że jest to jeden z najważniejszych reprezentantów neoewolucjonizmu w socjologii. Zainteresowanych bliżej tę wybitną postacią w amerykańskiej socjologii odsyłam do numeru Sociological Theory z 2004 roku (Vol. 22, No. 2, Jun. Religion, Stratification, and Evolution in Human Societies: Essays in Honor of Gerhard E. Lenski) poświęconego w całości różnym aspektom jego dorobku (czasopismo dostępne jest w bazie JSTOR dostępnej przez konta uniwersyteckie).

Ecological-Evolutionary Theory

Przeczytałem właśnie ostatnią książkę tego autora: Ecological-Evolutionary Theory: Principles and Applications. Trzeba powiedzieć, że była to całkiem przyjemna lektura, zwłaszcza w porównaniu z Parsonsem, którego  Societies. Evolutionary and Comparative Perspectives właśnie męczę.

Lenski "nawrócił się" na ewolucjonizm pod wpływem doświadczenia, jakim było prowadzenie zajęć ze wstępu do socjologii. Sądzę, że wielu słuchaczy jak i prowadzących takie zajęcia mogą podpisać się pod jego opinią, że socjologia jawi się jako nauka "trochę o tym, trochę o tamtym". Brakowało mu dla tych wszystkich treści jednej spójnej ramy teoretycznej. taką ramę stanowić może właśnie ewolucjonizm.

W ostatniej książce prezentuje on założenia teoretyczne, które empiryczne zastosowanie znalazły już w poprzednich jego pracach: Power and Privilege oraz Human Societies: An Introduction to Macrosociology (dodam, że ta ostatnia miała dziesięć wydań)(czytaj dalej…)

(302)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

Nowa książka

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 26 lutego 2011
Comments: No Comments
Tags: , ,
Categories: Notatki z lektur

Od niedawna można nabyć w niektórych księgarniach moją nową książkę "Guru – uczniowie – wspólnota". Choć ukazała się z datą 2010, w rzeczywistości powstała już jakiś czas temu – podobnie zresztą było z poprzednią, która "w zasadzie" gotowa była już trzy lata przed wydaniem. Naturalnie nanosiłem stale różne poprawki i uzupełnienia, jednak nie mogłem i nie chciałem zmieniać zasadniczej konstrukcji i paradygmatu teoretycznego w ramach którego się sytuuje. Nie była ona bowiem pisana z perspektywy ewolucjonizmu, który dziś mi jest najbliższy…

Chociaż… nie do końca nie ma z ewolucjonizmem nic wspólnego. Choć słowo "ewolucja" w niej w zasadzie nie występuje, a na pewno nie należy do kluczowych, to jednak w pracy tej podejmuję kluczowe dla ewolucjonistycznego podejścia do religii (tak jak ja je rozumiem) kwestie: specjacji (= [biol.] powstanie nowego gatunku), selekcji, transmisji informacji, i kilka innych. Nie zwróciłem dotąd uwagi, jak dalece darwinowska jest socjologia wiedzy Maxa Schelera, która wyznaczyła najbardziej ogólny szkielet pracy. Sam Scheler się zresztą do powinowactwa z Darwinem nie przyznawał – w Problemach socjologii wiedzy nazwisko to pada raz, i to w jednej z wielu wyliczanek uczonych reprezentujących taki czy inny badany nurt umysłowy.

Tak czy inaczej – dzięki temu "Guru" nie jest jedynie przerywnikiem między Spencerem a obecnie zgłębianą przeze mnie tematyką, ale logicznym punktem wiążącym. Na marginesie dodam jeszcze, że jest to pierwsza moja książka oparta na badaniach empirycznych, co pozwoliło mi zweryfikować kilka klasycznych koncepcji teoretycznych.

Zapraszam do lektury, a także do dzielenia się swymi uwagami w komentarzach poniżej.

(253)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 5.5/10 (2 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

Pascal Boyer, Religion explained

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 10 sierpnia 2010
Comments: No Comments
Tags: ,
Categories: Notatki z lektur

Pascal Boyer, Religion explained. The Evolutionary Origins of Religious Thought, 2001. Wydanie polskie: I człowiek stworzył Bogów… Jak powstała religia, 2005

Pascal Boyer należy do najbardziej znaczących uczonych z nurtu, który na przełomie tysiącleci zaczął stosować teorię ewolucji do wyjaśnienia fenomenu religii. Ewolucjonizm w jego wydaniu to przede wszystkim ewolucyjna teoria umysłu, która przybiera formę psychologii kognitywistycznej.

O ile wyjaśnienie ewolucyjne oznacza wskazanie dwóch kategorii przyczyn: bezpośrednich i ultymatywnych, to książka Boyera skupia się właściwie wyłącznie na tych pierwszych i – co trzeba mocno podkreślić – bynajmniej nie na wszystkich przyczynach bezpośrednich. Interesuje go wyłącznie wymiar psychologiczny – jakie mechanizmy poznawcze odpowiadają za religię, nie zajmuje się tu jednak  wymiarem socjologicznym. W najlepszym wypadku psychologicznym uwarunkowaniem niektórych zjawisk społecznych. A jednak to, czy dane wierzenie wygra w ewolucyjnej rywalizacji, zależy nie tylko, choć również, od tego czy będzie "kompatybilna" ze strukturami mózgowymi.

Ograniczenie się przez autora do tego jednego czynnika selekcyjnego sprawia, że tytuł "Religia wyjaśniona" brzmi nieco zbyt tryumfalistycznie, podobnie jak niektóre wypowiedzi.  Mimo to książkę uważam za bardzo interesującą, podobnie jak samo kognitywistyczne podejście, które pozwala wprowadzić ład w kwestiach, w których dotąd nauka poruszała się nieco po omacku, operując kategoriami instynktu religijnego itp. Nie będę tu referował zawartości książki, gdyż jest ona dostępna w polskim przekładzie. Ograniczę się tylko do kilku uwag. (czytaj dalej…)

(288)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

Winna metodologia?

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 22 czerwca 2010
Comments: 1 Comment
Tags: No Tags
Categories: Notatki z lektur

Przypomnijmy fakty:

Kandydat Wynik realny Prognoza wyborcza Prognoza z ostatniego dnia przed ciszą wyborczą
PKW TNSOBOP (TVP) SMG KRC (TVN) Homo Homini(Polsat) PBS DGA (GW)
Komorowski 41.54 41,2 45,7 44,5 51
Kaczyński 36.46 35,8 33,2 34,3 33
Napieralski 13.68 13,5 13 13,5 9
Korwin-Mikke 2.48 3 2,3 1,9  

Rozbieżności na pierwszy rzut oka nie wydają się ogromne (bywały już większe wpadki), gdyby nie to, że w przypadku pierwszych trzech badań chodzi nie o prognozę, tutaj taki błąd można by wybaczyć, a o rejestrację aktualnych zachowań. W przypadku trzeciego z badań, prognozy, błąd jest jednak znacznie większy. Przed ogłoszeniem oficjalnych wyników wyborów narzucała się natrętna myśl, że ogłoszone wyniki są jakoś dziwnie zbieżne z "linią polityczną" medium zamawiającego. Pod tym względem TVP została jednak uniewinniona przez PKW

Zarówno zlecające badania media jak i sami autorzy badań tłumaczą, że zawiniła metodologia. Homo homini na swej stronie nie podaje jakiej metody użyło, więc mogło to być równie dobrze wróżenie z fusów. Metody nie podała też Wyborcza, choć na stronie PBS można się dowiedzieć, że zastosowano sondaż telefoniczny (CATI), ale na jakiej i jak dobranej próbie?. TVN podało, że w ich badaniach posłużono się metodą sondażu telefonicznego na próbie (losowej?) 6000 os.  Możliwe, że jedynie OBOP zastosował exit pool.

Niezależnie od zastosowanej metody, zrzucanie na nią winy jest skandalicznym mydleniem oczu. Wady zastosowanej w badaniach ankiety telefonicznej są znane każdemu studentowi socjologii, a nawet każdemu obserwatorowi życia publicznego, który nie raz miał okazję przekonać się jak się mają ich wyniki do rzeczywistości wyborczej. Jeśli więc nie znali ich kierownicy pracowni badań, to są bandą szarlatanów. Jeśli znali a nie powiadomili o tym zamawiających – są bandą oszustów. Jeśli znali i powiadomili, to zamawiające media nie mają wiele wspólnego z dziennikarską rzetelnością i niezależnością, a sondaże są wyłącznie narzędziem manipulacji. Ale również w tym wypadku z ośrodków "badawczych" nie spada odpowiedzialność . Czy rzetelny rzemieślnik podejmie się zleconego zadania, jeśli wie, że przy pomocy narzędzi, którymi dysponuje nie będzie potrafił go skutecznie wykonać? Co powiemy o lekarzu, do którego przychodzi chory ze złamaną ręką, a on nas leczy maścią? Czy będzie go można nazywać profesjonalistą wówczas, gdy sam chory wyrazi życzenie takiej właśnie terapii?

Zrzuca się czasami winę na wyborców – cechują ich ponoć  zmienność przekonań. Ale to nie dotyczy sondaży z dnia wyborów! Stworzono nawet mit, że część wyborców decyduje na urną. Czy mnie pamięć nie myli, czy jedynym "dowodem" na takie zachowania jest właśnie niezgodność sondaży z rzeczywistością? Dzisiaj mit ten – jak sądzę – został definitywnie odczarowany, ośrodki badały bowiem wyborców właśnie "nad urną".

Twierdzi się, że wyborcy ukrywają swoje preferencje odmawiając rozmowy. Ale gdyby to były rzeczywiście ośrodki badawcze, a nie sprzedawcy wygodnych wyników, to dołożyłyby wszelkich starań, aby poznać powody tego ukrywania, oszacować możliwe zachowania tych wyborców na podstawie choćby dotychczasowych zachowań wyborczych i uwzględnić to w ostatecznej prognozie. A przede wszystkim, sprzedawałyby by telewizjom prognozy, a nie "wyniki". Wygląda na to tymczasem, że ich działalność nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek refleksją socjologiczną, jest to toporne wrzucanie wyników ankiet do komputera i zbijanie dużej kasy na sprzedaży wydruków.

W tłumaczeniach, jakie słyszymy od jednej z sondażowni pojawiają się informacje rzucające nieco światła na sprawę. przypominam, że w badaniach SMG KRC wynik dla J. Kaczyńskiego był niedoszacowany o 3.2%, podczas gdy wynik Komorowskiego był przeszacowany o 4.2%. Po pierwsze nie mogło więc być tak, że po prostu ci, którzy głosowali na Kaczyńskiego deklarowali, że głosują na Komorowskiego. Okazuje się, że po prostu odmawiali odpowiedzi. "Odpowiedzi ankieterom SMG/KRC odmówiło 7 procent badanych, tj. 420 osób. Brak odpowiedzi też był wliczany do badania. Głosy po równo dzielono między kandydata PO i kandydata PiS. – Okazało się, że osoby odmawiające były silnie ukierunkowane, pochodziły z obozu PiS. Można powiedzieć, że nie podzielili się oni z nami, na kogo glosowali – wyjaśnia szef działu badań telefonicznych MB SMG/KRC Wojciech Hołdakowski." (tvn24.pl). Odliczając Komorowskiemu i doliczając Kaczyńskiemu 3.5% wyniki rzeczywiście zbliżone do rzeczywistych (z błędem 0,66 u Komorowskiego i 0,24 u Kaczyńskiego).

Sam zabieg "równego obdzielenia głównych kandydatów" jest rażąco arbitralny. Dlaczego nie doliczyć cząstki do Andrzeja Leppera, którego wyborcy również mieli powody by się nie ujawniać ze swymi preferencjami? Na tej zasadzie któraś pracownia może sobie równie arbitralnie doliczyć wszystkich nierespondentów do dowolnego "głównego kandydata" i uzyskać dowolny wynik. Zabieg ten jest o tyle zaskakujący, że już we wcześniejszych wyborach słyszeliśmy wnioski (i stało się to elementem wiedzy potocznej), że wyborcy PiS częściej odmawiają odpowiedzi. Przede wszystkim jednak, zabieg ten był manipulacją dlatego, że o nim nie poinformowano. Należało uwzględnić tę informację w szacowaniu błędu, tymczasem SMG KRC  "Deklarował margines błędu do 2,8 punktu procentowego."(tvn24.pl)

Chętnie wysłuchałbym tłumaczeń PBS na temat tych 51%:33%, bo to już zakrawa na jawną polityczną manipulację.

Swoją drogą, korci mnie by postawić hipotezę, że ośrodki te nie są bez winy jeśli chodzi o liczbę nierespondentów. W okresie kampanii mieliśmy przecież kilka sondaży tygodniowo. Do tego dochodzą liczne sondaże niepolityczne, komercyjne. Telefonując do respondenta ankieter stawia się w jednym szeregu z dziesiątkami akwizytorów i telemarketerów chcących nas poinformować o "wyjątkowo korzystnej usłudze" jaką ma dla nas taka czy inna sieć telefoniczna czy bank. Część osób po prostu odmawia marnowania ich czasu na rozmowę z obcą im osobą (stąd ryzykowny wydaje mi się pomysł sztabu PiSu stworzenia własnego call-center). Po tym jak raz czy drugi zmarnowałem kilka minut na wysłuchiwanie długiej listy nudnych – przede wszystkim dlatego, że mnie nie dotyczących – a czasami co gorsza, zupełnie głupich pytań (tak! wbrew sloganowi są głupie pytania), wcale się tym nierespondentom nie dziwię.

Co mnie to wszystko obchodzi? Sam jestem wyłącznie niezaangażowanym konsumentem tego typu badań, a jednak zła fama, jaka w coraz większym stopniu przylega do tych pracowni (proszę przejrzeć tytuły dzisiejszej prasy "Blamaż", "Porażka", "Kompromitacja") w pewien sposób dotyka też wszystkich socjologów (choć  tego typu badanie opinii publicznej nie jest socjologią i ma z nią tyle wspólnego,  co rusznikarstwo ze strzelectwem). Oznacza, to, że również niekomercyjne badania naukowe będą musiały w coraz większym stopniu natrafiać na mur niechęci respondentów. Sam SMG/KRC informuje, że "w Polsce coraz liczniejsza jest grupa osób odmawiających odpowiedzi na pytanie ankietera. W dużych miastach dochodzi nawet do 80 proc.!)(DGP) Już przy 10% badanie traci jakąkolwiek reprezentatywność, a w niektórych przypadkach staje się bezwartościowe przy ich znacznie niższym poziomie.

Sondaże wyborcze mają to do siebie, że jako jedyne sondaże polityczne ich trafność jest w krótkim czasie bezwzględnie weryfikowana. Tymczasem co tydzień zalewają nas dziesiątki sondaży, których jakości nikt nie jest w stanie sprawdzić (oprócz ich wzajemnego porównywania)! W jaki sposób są one przeprowadzane, gdy pracownie nie czują presji takiej weryfikacji? Sądzę, że przedwyborczy sondaż PBS daje o tym pojęcie. 

Nie liczę na to, że firmy te zostaną wyeliminowane przez rynek, gdyż w naszej rzeczywistości można spodziewać się, iż długo jeszcze znajdywać się będą media chętne do manipulowania czytelnikami przy pomocy tego typu pseudosondaży, oraz pracownicy firm, którzy będą takie zamawiać jedynie by wykazać się aktywnością przed przełożonymi.

Mimo wszystko można jednak dojrzeć pewne pozytywne strony tej sytuacji: badania sondażowe nie tylko się kompromitują, ale z racji "zużycia materiału" czyli wzrostu liczby nierespondentów stają się po prostu niemożliwe, co może skłoni socjologów do posługiwania się mniej inwazyjnymi metodami, albo wynalezienia nowych. Już teraz jednak osiągnęliśmy pewną dodatkową wiedzę, nie tyle o wyborcach, co z dziedziny metodologii. Pozostaje mieć nadzieję, że choć jej część trafi do zwykłych wyborców.

(274)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

Kościół w Niemczech: nie tylko apostazje

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 13 czerwca 2010
Comments: 2 Comments
Tags: , ,
Categories: Obserwacje, komentarze

 

Konferencja Biskupów Niemiec poinformowała, że w ubiegłym roku deklarację o rezygnacji z płacenia podatku kościelnego złożyło 123.585 katolików. W roku 2008 było to 121.155 osób. W zeszłym roku odnotowano także lekki spadek liczby osób przyjmujących Chrzest św. i wynosiła ona 178 tys. […] Przewodniczący niemieckiego episkopatu abp Robert Zollitsch komentując statystykę wystąpień wyraził swoje zatroskanie, choć z drugiej strony przestrzegł przed przesadą. „Jestem zasmucony wysoką liczbą wystąpień z Kościoła w 2009 r. Za pozytywne można uznać jednak to, że w porównaniu z 2008 r. ona nie wzrosła istotnie. Równocześnie dodaje odwagi wysoka liczba Chrztów św. Świadczy ona nadal o żywotności Kościoła. Sakrament Chrztu jest nie tylko rytuałem, lecz stanowi o przynależności do naszego Kościoła, o której świadomie decydują rodzice” – czytamy w komentarzu abp Zollitscha.

za pomocą Niemcy: Apostazje – nie lawinowo – info.wiara.pl.

Niestety, dane te są niezupełne, gdyż wymagałyby uwzględnienia także bardziej generalnych zmiennych demograficznych. Pozwolę sobie na drobne uzupełnienie. Na przykład warto zauważyć, że w roku tym urodziło się około 645-660 tys. dzieci (dzietność 8,2 na 1000) co oznaczałoby, że chrzczonych jest tam 26% dzieci (czyli mniej niż jest statystycznie katolików w Niemczech). Jednocześnie  zmarło 830-840 tys. ludzi (za newsweek). Katolików w Niemczech w 2007 roku było ok. 25 milionów, czyli ok. 31% co oznaczałoby, że zmarło ponad 250 tys katolików. Ponad, gdyż można założyć, iż w odchodzącym pokoleniu liczba deklarujących swa przynależność była większa niż przeciętnie. Oznaczałoby, że zestawić należałoby raczej ze sobą ok. 373 tys. na minusie i 178 tys. na plusie. Na plusie znajdują się też "dorosłe" konwersje i rekonwersje (w sumie ok. 12 tys), które jednak nie zmieniają zasadniczo obrazu.

Swoją drogą, czyż fakt, że arcybiskup pociesza się, iż apostazje nie rosną lawinowo nie jest kamyczkiem do ogródka przeciwników tezy sekularyzacyjnej? Choć należałoby raczej mówić o dechrystianizacyji, gdyż bez uwzględnienia szerszych danych na temat religijności Niemców trudno cokolwiek przesądzać.

(468)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
«page 3 of 5»

Ostatnie strony
Follow Me
FacebookGooglePlusTwitterYoutube
Najczęściej czytane posty
  • No results available

Welcome , today is środa, 20 września 2017