Niektóre konsekwencje systemowego ujęcia religii

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 24 lipca 2014
Comments: 6 Comments
Tags: , , , ,
Categories:

Podsumujmy punkt, do którego dotarliśmy w rozważaniach nad naturą religii:

Grupy religijne mają najczęściej charakter systemowy,  gdzie obie części: organizacja (skupiająca i organizująca specjalistów) oraz wspólnota wiernych powiązane są wzajemnymi relacjami. szlakiwymianyNa relacje te składają się trzy szlaki: przekaz energii (zasobów),  przekaz informacji (wiedzy o ŚN) oraz zwykle przepływ populacji (w organizacji kastowej ten element nie wystepuje, w organizacji wymagającej celibatu – przepływ jest jednokierunkowy).

Sens istnienia organizacji religijnej sprowadza się do tego,  że jej członkowie dysponują wiarygodną dla wspólnoty informacją o środowisku nadprzyrodzonym (ŚN),  której to informacji członkowie wspólnoty potrzebują,  by ułożyć swoje życie z uwzględnieniem uwarunkowań płynących z tego środowiska lub by rozwiązać jakieś doraźne problemy życiowe (albo problemy, których źródła doszukuje się w ŚN albo problemy, które pragnie się rozwiązać przy pomocy ŚN). Aby organizacja religijna mogła funkcjonować na profesjonalnym poziomie,  musi skupiać specjalistów,  a zatem osoby,  które dużą część swego życia poświęcają działalności religijnej,  kosztem działalności utylitarnej (zdobywania środków do życia) a czasem także prokreacyjnej (zakładania rodzin). Aby tę pełnoetatowość umożliwić wspólnota musi stać się dla organizacji źródłem energii,  a ściślej – zasobów materialnych.

Prezentując tę koncepcję przed różnymi gremiami odniosłem wrażenie,  iż teza o utrzymywaniu organizacji w oparciu o ekonomiczne zasoby (ściślej – część nadwyżek) wspólnoty odbierana bywa jako nieco antyklerykalna czy wręcz (o zgrozo) trącąca marksizmem. Doprawdy,  nie wiem co jest antyklerykalnego w zauważeniu oczywistego faktu,  że kapłani muszą jeść,  gdzieś mieszkać a czasem też utrzymać rodzinę i,  że aby poświęcać czas na studiowanie świętych tekstów czy rytuałów zwalniani są zwykle z obowiązku pracy zarobkowej.  Przypomina to trochę zgorszenie (autentyk) pewnej dziewczynki z pobożnego domu,  która dowiedziała się, że księża też korzystają z WC. Zgorszenie to uwarunkowane jest specyficzną tradycją religijną,  jaka tu na zgorszonych promieniuje. Gloryfikuje ona bowiem ubóstwo czyniąc tym samym finansowe sprawy kapłanów równie wstydliwymi jak ich sfera seksualna. Staram się jednak,  by moja koncepcja nie ograniczała się jedynie do katolicyzmu.

Stopień i forma tego ekonomicznego uzależnienia organizacji od współnoty może być naturalnie różna. Religie w momentach narodzin (stadium "sekty") zwykle nie różnicują się tak wyraźnie na specjalistów i zwykłych wiernych, stąd też zasoby muszą pozyskiwać na często niekonwencjonalnych droga. Również wymagania co do wiedzy religijnej w stosunku do wszystkich wiernych są wyższe. Organizacja religijna może czerpać zasoby bezpośrednio ze wspólnoty (przez datki, darowizny, skałdki, darmowa praca) lub pośrednio (zasoby wspólne pozyskane na drodze poboru podatków, z których państwo łoży na konkretną organizację religijną). W pewnych szczególnych sytuacjach organizacje muszą osiągnąć pewną samowystarczalność: dotyczy to przede wszystkim organizacji misyjnej, która nie posiada jeszcze własnej wspólnoty, na której mogłaby się oprzeć (tę formę w chrześcijaństwie uprawomocnił św. Paweł). Odbywa sie to jednak kosztem działalności ściśle relgiijnej.

 

Drugi wymiar systemowości – nierównomierny rozdział informacji o ŚN również zdaje się być kontrowersyjny. W kręgach "oświeconych" (i to zarówno katolickich jak i laickich) zwykło się bowiem utyskiwać na niski poziom wiedzy religijnej "przeciętnych" katolików czy protestantów (stosowne, choć już dość stare dane przytaczam w artykule Polish Religiousness: Mainstream and Peripheries.

W istnienie Boga wierzy 91,4% Polaków – najwięcej wśród narodów w tym rejonie Europy. Oznacza to jednak, że istnieje pewien procent katolików, którzy w Boga nie wierzą [za katolików uważa się 96% Polaków]. Jeszcze większy procent katolików nie wierzy w życie po śmierci, gdyż wiarę taką deklaruje 69% Polaków, 65,8% wierzy w zmartwychwstanie z czego tylko 50% w zmartwychwstanie z ciałem i duszą. Istnienie nieba uznaje 72,8% Polaków, ale piekła już tylko 31%. Kim jest dla Polaków Jezus Chrystus? Okazuje się, że tylko 26% podziela wiarę Kościoła katolickiego, że jest Bogiem i człowiekiem. 50% Polaków, naturalnie nieświadomie, skłania się do monofizytyzmu, uznając, że Chrystus jest Bogiem, a 7,4% skłania się do arianizmu czy unitarianizmu, uznając Jezusa za człowieka [E. Jarmoch Religijność indywidualna Polaków:392].

Nie jest to bynajmniej polska specyfika, ani specyfika katolicyzmu (por. Bruce Religion and Rational Choice: 197). Utyskiwania tego rodzaju da się słyszeć w różnych językach (ciekawe, że trudno znaleźć analogiczne zarzuty dotyczące nie-znajomości praw Newtona czy szczegułów teorii ewolucji Darwina).

Tymczasem z przedstawionej tu koncepcji wynika, że taki stan rzeczy jest najzupełniej normalny. "Ludziom religii" trudno jest może przyjąć do wiadomości, że dla wielu ludzi praktycznie religia nie jest najważniejszą sprawą w życiu, że na codzień bardziej troszczą się o inne kwestie. Informacji o ŚN szukają zaś wówczas, gdy są im potrzebne i takich, jakie są im potrzebne. Fakt, że wielu katolików myli niepokalane poczęcie z dziewiczym, albo że większość protestantów czy katolików w USA nie potrafii podać ani jednego proroka Starego Testamentu (por. Atran 2013:188) nie musi świadczyć o ich ukrytym ateizmie.Te informacje po prostu nie były im dotąd potrzebne w życiu religijnym.

Wynika z tego, że nie da się zdefiniować religii morfologicznie, na podstawie zestawu wierzeń podzielanych przez jej wyznawców. System wierzeń jest czymś (mówiąc językiem Znanieckiego) obiektywnym, w przypadku rozbudowanych religii żadna jednostka nie posiada jego pełnej znajomości. Jest zatem zasobem zbiorowym, nad którego piecze powierzono specjalistą i z którego korzystają w miarę potrzeb (życiowych i intelektualnych) laiccy wierni.

(203)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

Religia jako system

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 14 lipca 2014
Comments: 1 Comment
Tags: , ,
Categories:

W swej teorii systemu społecznego Spencer dotknął w jednym momencie fundamentalnego zagadnienia, które warto rozwinąć: z podsystemu społecznego wyspecjalizowanego w organizacji społeczności dla celów obrony i ataku (polityczno-militarnego) wyodrębnia się grupa instytucji, wyspecjalizowanych w ramach systemu w przekazywaniu (w obie strony) informacji (jest to więc odpowiednik podsystemu dystrybucyjnego wyodrębnionego z podsystemu środków utrzymania). System polityczno-militarny, by działać skutecznie, potrzebuje najwyraźniej informacji o swoich zasobach (stan społeczeństwa) i zagrożeniach (stan środowiska społecznego) i informacje te musi przekazywać systemowi w celu jego organizacji. Zapewne Spencer zgodziłby się, że podobnie informacja jest niezbędna dla działań produkcyjno-produkcyjno-dystrybucyjnych, skoro podsystemy w nich wyspecjalizowane mają własne, autonomiczne centra regulacyjne (giełda, banki kredytowe). Ten informacyjny wymiar teorii systemu rozwijany był w XX wieku przez cybernetykę, podczas gdy energetyczny, fundamentalny dla Spencera przez ogólną teorię systemu.
Gdy uwzględnimy informacyjno-energetyczną naturę zjawisk społecznych łatwiej zrozumiemy Spencerowską koncepcję religii.
Szósty tom Zasad socjologii, Instytucje eklezjastyczne otwiera cytowane wielokroć zdanie:

“Nie może być prawidłowej koncepcji struktury bez prawidłowej koncepcji jej funkcji. Aby zrozumieć jak organizacja powstała i rozwinęła się, jest rzeczą niezbędną zrozumieć potrzebę, którą wspomagała na początku, a także potem. Aby prawidłowo naszkicować rozwój instytucji eklezjastycznych, musimy wiedzieć skąd się wzięły idee i uczucia, które instytucje te zakładają. Czy są one wrodzone czy też pochodne?”.

Na następujących po nim stronach Spencer skraca i częściowo rozwija swoje koncepcje powstawania wierzeń religijnych.
Powstają one mianowicie w rezultacie doświadczeń czegoś, co przekracza normalny bieg rzeczy, doświadczeń tego, co nadprzyrodzone (pojęcie to zasługuje na przedyskutowanie w odrębnym wpisie). Dla Spencera myślenie ludzi o tym, co nadprzyrodzone stanowi odbicie myślenia o tym, co przyrodzone, o obu rodzajach doświadczeń myślimy wszak tym samym mózgiem. Dodajmy też, że w myśleniu tym kierowani jesteśmy przez te same uwrażliwienie na potencjalne zagrożenia i zasoby.wpid-systemreligii.png

Przez analogię możemy powiedzieć, że tego rodzaju doświadczenia zapoczątkowują w danej grupie ludzi przekonanie o istnieniu odrębnego środowiska, w którym toczy się jej życie (poza środowiskiem przyrodniczym i społecznym), z którego wymogami musi się liczyć. Aby je uwzględniać, trzeba je jednak znać. Stąd potrzeba informacji o tym środowisku.wpid-systemreligii2.png

Środowisko to ludzie traktują jako coś obiektywnego, niezależnego od ich widzimisie. Tym religia różni się od kreacji artystycznej – można być zafascynowany postacią Gandalfa, ale nikt nie traktuje jej jako podmiotu obecnego w rzeczywistości empirycznej. Tą „obiektywność” (oczywiście jest „subiektywne odczucie obiektywności) można ująć (choć ciągle mam wątpliwości, czy to najlepsza metoda) przy pomocy kategorii sacrum.
wpid-systemreligii3.pngZe względu na obiektywność (czy sakralność) środowiska nadprzyrodzonego, informacje na jego temat uzyskują wagę szczególną. Potrzeba ich pozyskiwania i gromadzenia zaspakajana jest przez pojawiających się specjalistów. Gromadzą oni opowieści o doświadczeniach religijnych (mity) i interpretują je tak, by stały się praktycznie użyteczne.

wpid-systemreligii4.pngZgodnie z dynamiką rozwoju społecznego, w złożonych społeczeństwach tę potrzebę informacji o środowisku nadprzyrodzonej zaspakajają specjaliści zorganizowani w instytucje eklezjastyczne, które także uzyskują właściwości systemowe – walczą o swe przetrwanie, o zasoby ludzkie i materialne niezbędna dla działania.

Jednocześnie systemowy charakter uzyskuje też zasób informacji o środowisku religijnym, którym organizacja eklezjastyczna zarządza i który udostępnia. W tym wypadku pojęcie system stosuję w nieco innym znaczeniu niż Spencerowskie (trudno tu mówić o akumulacji energii). System idei religijnych uzyskuje właściwości systemowe ze względu na dążność do redukowania dysonansów poznawczych. Dokonuje się to w trakcie formowanie się kolejnych warstw systemu religijnego. wpid-wp-1405286551049.pngDoświadczenia religijne nie są na tyle częste ani dostępne „na zawołanie” by na nich móc opierać bieżącą działalność religijną. Stąd gromadzi się opowiadające o nich relacje – mity, opowieści o doświadczeniach religijnych. Stanowią one informacyjny zasób organizacji religijnej, same jednak są bezużyteczne, ze względu na swą wieloznaczność i – często – wzajemną niespójność. Mity potrzebują interpretacji na użytek praktyczny. Najważniejsze są „kluczowe interpretacje” określające ogólny charakter relacji między środowiskiem nadprzyrodzonym a ludźmi. Zwykle jest to ograniczona ilość idei wzajemnie nadających sobie sens. Stanowią one klucz do interpretacji mitów. Takimi kluczowymi interpretacjami mogą być buddyjskie cztery szlachetne prawdy, Pawłowa doktryna o powszechnym grzechu i Jezusie jako ofierze odkupieńczej. Na tym fundamencie nadbudowywane są kolejne warstwy bieżących interpretacji.

(280)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

Fundement STER – funkcjonalizm strukturalno-ewolucyjny Spencera

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 12 lipca 2014
Comments: No Comments
Tags: , , , ,
Categories:

Pierwszym warunkiem, aby zrozumieć tę teorię Spencera, jest porzucenie wszystkiego, co wie się o późniejszym funkcjonalizmie. Mamy tu bowiem te same terminy w zupełnie odmiennym znaczeniu (na zakończenie podkreślę te różnice). Koncepcję tę szerzej omawiam w artykule ze Studiów socjologicznych, tutaj więc tylko ją zarysuję, już bez odwołań bibliograficznych. Koncepcja ta pozwala zrozumieć dlaczego i po co w ogóle powstały religie. Nie umożliwi jeszcze w pełni adekwatnej definicji religii, a jedynie pierwsze przybliżenie. Wyobraźmy sobie grupę ludzi rzuconą w jakieś nowe dla niej środowisko: np. pierwotne plemię, które zawędrowało na nowe tereny. Aby przeżyć musi najpierw dokonać rozpoznania w tym środowisku ze względu na obecne w nim zasoby i występujące zagrożenia. W istocie jednak ma do czynienia (za wyjątkiem pewnych rzadkich sytuacji izolowanych regionów) z dwoma środowiskami: środowiskiem przyrodniczym (flora, fauna, woda, użyteczne kopaliny, korzystne ukształtowanie terenu) i społecznym (inne, sąsiadujące grupy ludzkie). wpid-funkcj1.pngSpołeczeństwa ludzkie tym się różnią od bytów nieożywionych (a podobne są organizmom), że nie poddają się biernie zagrożeniom, ale siłom zagrażającym przeciwstawiają własne siły. Te zaś oczywiście również muszą czerpać z otoczenia. Najczęstszą historycznie sytuacją (przynajmniej wg Spencera) jest taka, że środowisko przyrodnicze jest przede wszystkim źródłem zasobów, natomiast środowisko społeczne – zagrożeń. Pozyskiwanie zasobów i przeciwstawianie się zagrożeniom wymaga podjęcia pewnych konkretnych czynności – jest to robota do zrobienia – jeśli grupa ma przeżyć (do czego nikt naturalnie grupy nie zmusza).
wpid-funkcj2.png

Robotę tę trzeba rozdzielić optymalnie, to znaczy tylu ludzi, ile trzeba, tak silnych jak się da, skierować do zabezpieczenia egzystencji grupy przed agresją zewnętrzną, pozostali zaś mogą skupić się na eksploatacji zasobów. Ponownie – nikt grupy do dążenia to tego niejasnego optimum nie zmusza. Jeśli jednak w sąsiedztwie znajduje się konkurencyjna grupa, która proporcje te uchwyciła lepiej, zwycięży naszą grupę. Spencer nie docenia jeszcze jednej okoliczności, z którą każda grupa musi się zmierzyć: nawet jeśli optymalnie zabezpieczy się przed agresją zewnętrzną i ustabilizuje pozyskiwanie zasobów na wystarczającym poziomie, zniknie w ciągu kilkudziesięciu lat, jeśli nie będzie się reprodukować. Podział działań i związana z nim specjalizacja ma jednak granice, które określone są przez liczebność grupy. W społeczności 50 osób nie ma warunków dla funkcjonowania pełnoetatowego wytwórcy instrumentów dętych blaszanych. Wzrost populacji ograniczony jest natomiast przez dostępne w środowisku naturalnym zasoby. Gdy populacja wzrośnie ponad te możliwości grupa ulega podziałowi (o ile głód jej liczebnie wcześniej nie zredukuje) i wyodrębniona część szuka dla siebie nowej siedziby. Ewolucja społeczna zaczyna się w istocie dopiero w momencie, gdy ten schemat działania (dominujący, jak zdają się potwierdzać dane archeologii w paleolicie) zostaje zarzucony na rzecz innego: grupa decyduje się nie tyle dzielić i szukać nowej siedziby, co zawłaszczyć zasoby należące do innej grupy, nad którą zapanuje w wyniku podboju militarnego. Kluczowe jest tu właśnie zdominowanie zwyciężonej grupy i zmuszenie jej do pracy na rzecz zwycięzców. W rezultacie oba społeczeństwa się integrują, zachodzi skokowy wzrost zróżnicowania społecznego i kulturowego. Społeczeństwo z prostego staje się złożonym, gdy podbije inne złożone – podwójnie złożone (i tak dalej, aż do dominującego dziś stopnia potrójnie złożonych społeczeństw narodowych i występujących czasem poczwórnie złożonych). Integracja społeczeństw (zwykle na drodze podboju) oznacza nowe problemy do rozwiązania, potrzeby do zaspokojenia ale też nowe zasoby ludzkie i materialne. Dzięki temu intensyfikuje się podział działań społecznych, pojawia się przestrzeń dla specjalizacji. Jeśli jakaś potrzeba utrzymuje się w dłuższym okresie czasu, niektóre jednostki koncentrują się na jej zaspakajaniu, z czasem dobierają sobie do pomocy członków rodziny czy wreszcie osoby niespokrewnione. Zaczyna powstawać organizacja wyspecjalizowana w zaspakajaniu określonej potrzeby społeczeństwa. Ona sama naturalnie ma również analogiczne do społeczeństwa potrzeby: musi zachować swoją odrębność, pozyskiwać zasoby i reprodukować się. Walczy o swe istnienie niezależnie od tego, czy potrzeba, która ją powołała nadal występuje. Istnienie tej organizacji (organu) uniezależnia się więc od społeczeństwa, może być korzystne dla niego, może być obojętne, ale także może być szkodliwe (przynajmniej kosztowne).
wpid-funkcj3a.png

Podsumowując: usytuowanie grupy – jako systemy – w danym środowisku generuje potrzeby. Działania zaspokajające te potrzeby to właśnie w ujęciu Spencera funkcje. Dla Wokół funkcji gromadzą się ludzie i środki, tworząc organizację (organ) wewnątrz systemu wyspecjalizowaną w zaspokajaniu tej potrzeby. Organ ten sam uzyskuje z czasem charakter (pod-)systemu, ma swoje własne potrzeby, wyodrębnia własne organy dla wykonania wewnętrznych funkcji, a jego istnienie pociąga za sobą skutki uboczne. Organ powstaje ze względu na potrzebę, jednak istnieje w rezultacie podejmowania przez siebie działań dla swego zachowania. W funkcjonalizmie pospencerowskim (od Zasad metody socjologicznej Durkheima) terminy te zmieniają znaczenie i powiązania. Funkcją nie jest już działanie ale oddziaływanie (skutki uboczne), ze względu na które właśnie dany obiekt ma istnieć. Obiektem tym nie jest już podmiot (indywidualny lub zbiorowy) wykonujący dane działanie, ale w zasadzie dowolne zjawisko społeczne czy kulturowe (mowa o funkcji rytuału, plotki, konfliktu społecznego etc.). Nie chcę wdawać się tutaj w dyskusję, który paradygmat funkcjonalny jest lepszy, we wspomnianym artykule przytaczam trochę argumentów wskazujących, że w wariancie Spencerowskim jest wolny od szeregu słabości, które funkcjonalizmowi później zarzucano. Niezależnie od tego, wydaje mi się ona bardziej użyteczny dla zadania które sobie stawiam. Pozwala bowiem ująć rzeczywistość konkretnie i empirycznie. Dany byt społeczny nie jest traktowany jako system a priori, ale aby orzec, czy jest systemem trzeba dokonać empirycznej obserwacji działań społecznych w jego ramach. Nie zakłada się, że system społeczny opiera się na ekwilibrium ściśle określonej liczby funkcji, funkcje wyłaniają się bowiem w miarę wzrostu złożoności i są uzależnione od warunków w obu środowiskach. Jak w świetle tego narzędzia można opisać religię – w kolejnym wpisie.

(386)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

Źródła STER

Chociaż Syntetyczna teoria ewolucji religii (STER) inspirowana jest kilkoma teoriami biologicznymi (klasyczny darwinizm, punktualizm, teoria systemów rozwojowych, biologiczna definicja gatunku i in.),  to składa się niemal wyłącznie z czysto socjologicznych komponentów i można by w zasadzie przedstawić ją bez jakichkolwiek aluzji do biologii, tak, że nieobeznany z nią czytelnik wspomnianych inspiracji mógłby się nie domyślić. Zapewne byłoby to korzystne z ‘politycznego’ punktu widzenia, wziąwszy pod uwagę z jak negatywnym odbiorem wszystko co trąci biologią się spotyka w środowisku humanistów. Inspiracje te jednak są w tym przypadku faktem,  samemu nie dostrzegam niczego złego w inspirowaniu się ‘twardszymi’ naukami,  więc nie będę ich ukrywał,  choć,  co warto podkreślić,  teoria socjologiczna winna się bronić na czysto socjologicznym gruncie,  bez zapożyczania autorytetu od poważniejszych nauk. Jak pisałem ostatnio,  socjolodzy nie mogą się wyręczać biologami w rozwiązywaniu problemów, które stawia rzeczywistość społeczna. Inspiracje ‘zewnętrzne’ mogą jednak zwrócić uwagę na problemy dotąd niedostrzegane lub ich możliwe rozwiązania. Dla mnie największą korzyścią z biologicznych lektur było dostrzeżenie związku miedzy problemami i teoriami,  które zwykle w socjologii nie były wiązane. (czytaj dalej…)

(299)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

Socjologia a biologia – rewizja

Uczestniczyłem niedawno w niezwykle interesującej konferencji na Uniwersytecie Śląskim o relacjach między biologią a naukami humanistycznymi. BT_rgb_kwadrat-half2Nie będę zdawał z niej relacji, choć usłyszałem wiele niezwykle inspirujących referatów (choć także i takich, które otwierały nóż w kieszeni). Jeden referat bardzo mną poruszył i zmusił do przemyślenia ponownie tego, do czego doszedłem. Wstyd pisać, bo wiem, jak narcystycznie to zabrzmi, ale był to referat, który sam miałem zaszczyt wygłosić (mp3). To dobry przykład na heglowską (czy inspirowaną Heglem) myśl, że tworzymy nie tylko świadomością, ale całą osobowością, i zdarzy się czasem człowiekowi napisać coś, co jest mądrzejsze od niego samego. W zasadzie wszystko, co powiedziałem, wypływa wprost z mojej dotychczasowej pracy, w zamierzeniu miało ją podsumować, a faktycznie ją zasadniczo przeorientowało. W czym rzecz:

Dotychczasowe próby zastosowania teorii biologicznych do materii społecznej (analizuję je szerzej w drugim rozdziale książki Mechanizmy ewolucji religii) opierały się na założeniu, że między oboma ‚królestwami’ (światem natury i społeczeństwa) istnieją pewne fundamentalne izomorfie, które usprawiedliwiają przenoszenie teorii z biologii do socjologii. Spencer oparł się na izomorfii między organizmem a organizacją społeczną (izomorfia systemowa), memetycy (np. W.G.Runciman), między genem a jednostką dziedziczenia kulturowego czy społecznego, Ina Wunn na izomorfii między religiami a gatunkami, ekolodzy organizacji na jeszcze wyższym poziomie (choć posługują się terminologią zaczerpniętą z niższego) – relacji między gatunkami i między organizacjami. Zakorzeniają więc teorię społeczną na pewnym poziomie rzeczywistości. W książce stawiam im zarzut, że, po pierwsze, traktują te poziomy jako istniejące samoistnie, tymczasem nie da się zrozumieć tego, co się dzieje na każdym z nich, bez uwzględnienia kontekstu, jakim są pozostałe poziomy. Tak jak geny nie istnieją (w sensie działania) poza organizmami, tak organizmy nie istnieją poza populacjami składającymi się na gatunek. Poszczególne poziomy rzeczywistości biologicznej nie są emergentne, ale określają się wzajemnie w fundamentalny sposób. Po drugie, choć również w rzeczywistości społecznej występują określone poziomy rzeczywistości, to jednak nie są one dokładnie równoległe do tych, składających się na rzeczywistość biologiczną. Dla przykładu religie, jako twory zorganizowane są izomorficzne nie tylko z gatunkami (jak zakładała Ina Wunn), ale też z organizmami. Uważałem, że mimo wszystko izomorfie te stanowią podstawę pod przeniesienie darwinizmu na grunt socjologii, choć musi to być darwinizm mocno zmodyfikowany, uwzględniający wspomniane nakładanie się izomorfii. (czytaj dalej…)

(699)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
page 1 of 1

Ostatnie strony
Follow Me
FacebookGooglePlusTwitterYoutube

Welcome , today is środa, 28 czerwca 2017