Sekularyzacja a ostatnie dane n/t dominicantes

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 28 sierpnia 2014
Comments: No Comments
Tags: , , ,
Categories: Obserwacje, komentarze

"Otworzył" się artykuł z "Ekspresu bydgoskiego", przy którego pisaniu wykorzystano moją wypowiedź.

 

Cóż, dla jasności zamieszczę tu ją całą, bo w tekście wyszło tak jakoś dziwnie (jak zwykle zresztą), że nie do końca się w nim rozpoznaję.

Generalnie proces sekularyzacji nie poolega na tym,  że osoby,  które dawniej chodziły do kościoła podejmują decyzję by przestać. Wynika to z tego,  że nie udaje się nakłonić do chodzenia kolejnych pokoleń. Czy tak rzeczywiście jest w naszym przypadku – na podstawie ostatnich danych nie można tego sprawdzić,  bo nie uwzględniają zmiennej wieku,  ale badania na mniejszą skalę prowadzone przez prof.  Baniaka zdają się potwierdzać,  że główne zmiany dotyczą młodzieży.

Sądzę,  że to nie tyle kwestia atrakcyjnych alternatyw,  co malejąca presja społeczna,  miejsza dyscyplina w jakiej wychowywani są młodzi pozwala im łatwiej manifestować nonkonformizm. Dotyczy to przede wszystkim tych osób,  dla których religia i tak nie należy do najważniejszych spraw w życiu.  W wyniku narastającego rozdziału religii od innych sfer kultury maleje liczba niereligijnych powodów, dla których młodzi mieliby uczęszczać do kościoła.

To oczywiście tylko spekulacje oparte na teorii (bo tym się zajmuję)wymagające potwierdzenia w badaniach

A oto jak to "wystąpiło" w artykule:

– Nie upatrywałbym przyczyn odchodzenia z Kościoła wyłącznie w pojawieniu się atrakcyjnych alternatyw na spędzanie niedzieli
– powątpiewa dr hab. Kamil M. Kaczmarek, socjolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. – To nie tyle kwestia atrakcji, ile malejąca presja społeczna. Mniejsza dyscyplina, w jakiej wychowywani są młodzi, pozwala im łatwiej manifestować nonkonformizm. Dotyczy to przede wszystkim tych osób, dla których religia i tak nie należy do najważniejszych spraw w życiu. Nie udaje się nakłonić do praktykowania kolejnych pokoleń.
Zdaniem dr. Kaczmarka, który opiera swoją pewność nie na ostatnich wynikach kościelnych badań, nieuwzględniających wieku, lecz na wnikliwych analizach, prowadzonych przez socjologa religii prof. Józefa Baniaka, główne zmiany dotyczą młodzieży.

Swoją droga kwestia na pewno warta przemyślenia. Szczególnie interesują mnie następujące dane (może ktoś ma do nich dostęp): jaki procent osób wychowanych po 1989 (powiedzmy roczniki po 1983) chrzci swoje dzieci i posyła je na katechezy,

 

(518)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

Niektóre konsekwencje systemowego ujęcia religii

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 24 lipca 2014
Comments: 6 Comments
Tags: , , , ,
Categories:

Podsumujmy punkt, do którego dotarliśmy w rozważaniach nad naturą religii:

Grupy religijne mają najczęściej charakter systemowy,  gdzie obie części: organizacja (skupiająca i organizująca specjalistów) oraz wspólnota wiernych powiązane są wzajemnymi relacjami. szlakiwymianyNa relacje te składają się trzy szlaki: przekaz energii (zasobów),  przekaz informacji (wiedzy o ŚN) oraz zwykle przepływ populacji (w organizacji kastowej ten element nie wystepuje, w organizacji wymagającej celibatu – przepływ jest jednokierunkowy).

Sens istnienia organizacji religijnej sprowadza się do tego,  że jej członkowie dysponują wiarygodną dla wspólnoty informacją o środowisku nadprzyrodzonym (ŚN),  której to informacji członkowie wspólnoty potrzebują,  by ułożyć swoje życie z uwzględnieniem uwarunkowań płynących z tego środowiska lub by rozwiązać jakieś doraźne problemy życiowe (albo problemy, których źródła doszukuje się w ŚN albo problemy, które pragnie się rozwiązać przy pomocy ŚN). Aby organizacja religijna mogła funkcjonować na profesjonalnym poziomie,  musi skupiać specjalistów,  a zatem osoby,  które dużą część swego życia poświęcają działalności religijnej,  kosztem działalności utylitarnej (zdobywania środków do życia) a czasem także prokreacyjnej (zakładania rodzin). Aby tę pełnoetatowość umożliwić wspólnota musi stać się dla organizacji źródłem energii,  a ściślej – zasobów materialnych.

Prezentując tę koncepcję przed różnymi gremiami odniosłem wrażenie,  iż teza o utrzymywaniu organizacji w oparciu o ekonomiczne zasoby (ściślej – część nadwyżek) wspólnoty odbierana bywa jako nieco antyklerykalna czy wręcz (o zgrozo) trącąca marksizmem. Doprawdy,  nie wiem co jest antyklerykalnego w zauważeniu oczywistego faktu,  że kapłani muszą jeść,  gdzieś mieszkać a czasem też utrzymać rodzinę i,  że aby poświęcać czas na studiowanie świętych tekstów czy rytuałów zwalniani są zwykle z obowiązku pracy zarobkowej.  Przypomina to trochę zgorszenie (autentyk) pewnej dziewczynki z pobożnego domu,  która dowiedziała się, że księża też korzystają z WC. Zgorszenie to uwarunkowane jest specyficzną tradycją religijną,  jaka tu na zgorszonych promieniuje. Gloryfikuje ona bowiem ubóstwo czyniąc tym samym finansowe sprawy kapłanów równie wstydliwymi jak ich sfera seksualna. Staram się jednak,  by moja koncepcja nie ograniczała się jedynie do katolicyzmu.

Stopień i forma tego ekonomicznego uzależnienia organizacji od współnoty może być naturalnie różna. Religie w momentach narodzin (stadium "sekty") zwykle nie różnicują się tak wyraźnie na specjalistów i zwykłych wiernych, stąd też zasoby muszą pozyskiwać na często niekonwencjonalnych droga. Również wymagania co do wiedzy religijnej w stosunku do wszystkich wiernych są wyższe. Organizacja religijna może czerpać zasoby bezpośrednio ze wspólnoty (przez datki, darowizny, skałdki, darmowa praca) lub pośrednio (zasoby wspólne pozyskane na drodze poboru podatków, z których państwo łoży na konkretną organizację religijną). W pewnych szczególnych sytuacjach organizacje muszą osiągnąć pewną samowystarczalność: dotyczy to przede wszystkim organizacji misyjnej, która nie posiada jeszcze własnej wspólnoty, na której mogłaby się oprzeć (tę formę w chrześcijaństwie uprawomocnił św. Paweł). Odbywa sie to jednak kosztem działalności ściśle relgiijnej.

 

Drugi wymiar systemowości – nierównomierny rozdział informacji o ŚN również zdaje się być kontrowersyjny. W kręgach "oświeconych" (i to zarówno katolickich jak i laickich) zwykło się bowiem utyskiwać na niski poziom wiedzy religijnej "przeciętnych" katolików czy protestantów (stosowne, choć już dość stare dane przytaczam w artykule Polish Religiousness: Mainstream and Peripheries.

W istnienie Boga wierzy 91,4% Polaków – najwięcej wśród narodów w tym rejonie Europy. Oznacza to jednak, że istnieje pewien procent katolików, którzy w Boga nie wierzą [za katolików uważa się 96% Polaków]. Jeszcze większy procent katolików nie wierzy w życie po śmierci, gdyż wiarę taką deklaruje 69% Polaków, 65,8% wierzy w zmartwychwstanie z czego tylko 50% w zmartwychwstanie z ciałem i duszą. Istnienie nieba uznaje 72,8% Polaków, ale piekła już tylko 31%. Kim jest dla Polaków Jezus Chrystus? Okazuje się, że tylko 26% podziela wiarę Kościoła katolickiego, że jest Bogiem i człowiekiem. 50% Polaków, naturalnie nieświadomie, skłania się do monofizytyzmu, uznając, że Chrystus jest Bogiem, a 7,4% skłania się do arianizmu czy unitarianizmu, uznając Jezusa za człowieka [E. Jarmoch Religijność indywidualna Polaków:392].

Nie jest to bynajmniej polska specyfika, ani specyfika katolicyzmu (por. Bruce Religion and Rational Choice: 197). Utyskiwania tego rodzaju da się słyszeć w różnych językach (ciekawe, że trudno znaleźć analogiczne zarzuty dotyczące nie-znajomości praw Newtona czy szczegułów teorii ewolucji Darwina).

Tymczasem z przedstawionej tu koncepcji wynika, że taki stan rzeczy jest najzupełniej normalny. "Ludziom religii" trudno jest może przyjąć do wiadomości, że dla wielu ludzi praktycznie religia nie jest najważniejszą sprawą w życiu, że na codzień bardziej troszczą się o inne kwestie. Informacji o ŚN szukają zaś wówczas, gdy są im potrzebne i takich, jakie są im potrzebne. Fakt, że wielu katolików myli niepokalane poczęcie z dziewiczym, albo że większość protestantów czy katolików w USA nie potrafii podać ani jednego proroka Starego Testamentu (por. Atran 2013:188) nie musi świadczyć o ich ukrytym ateizmie.Te informacje po prostu nie były im dotąd potrzebne w życiu religijnym.

Wynika z tego, że nie da się zdefiniować religii morfologicznie, na podstawie zestawu wierzeń podzielanych przez jej wyznawców. System wierzeń jest czymś (mówiąc językiem Znanieckiego) obiektywnym, w przypadku rozbudowanych religii żadna jednostka nie posiada jego pełnej znajomości. Jest zatem zasobem zbiorowym, nad którego piecze powierzono specjalistą i z którego korzystają w miarę potrzeb (życiowych i intelektualnych) laiccy wierni.

(203)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

Kościół w Niemczech: nie tylko apostazje

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 13 czerwca 2010
Comments: 2 Comments
Tags: , ,
Categories: Obserwacje, komentarze

 

Konferencja Biskupów Niemiec poinformowała, że w ubiegłym roku deklarację o rezygnacji z płacenia podatku kościelnego złożyło 123.585 katolików. W roku 2008 było to 121.155 osób. W zeszłym roku odnotowano także lekki spadek liczby osób przyjmujących Chrzest św. i wynosiła ona 178 tys. […] Przewodniczący niemieckiego episkopatu abp Robert Zollitsch komentując statystykę wystąpień wyraził swoje zatroskanie, choć z drugiej strony przestrzegł przed przesadą. „Jestem zasmucony wysoką liczbą wystąpień z Kościoła w 2009 r. Za pozytywne można uznać jednak to, że w porównaniu z 2008 r. ona nie wzrosła istotnie. Równocześnie dodaje odwagi wysoka liczba Chrztów św. Świadczy ona nadal o żywotności Kościoła. Sakrament Chrztu jest nie tylko rytuałem, lecz stanowi o przynależności do naszego Kościoła, o której świadomie decydują rodzice” – czytamy w komentarzu abp Zollitscha.

za pomocą Niemcy: Apostazje – nie lawinowo – info.wiara.pl.

Niestety, dane te są niezupełne, gdyż wymagałyby uwzględnienia także bardziej generalnych zmiennych demograficznych. Pozwolę sobie na drobne uzupełnienie. Na przykład warto zauważyć, że w roku tym urodziło się około 645-660 tys. dzieci (dzietność 8,2 na 1000) co oznaczałoby, że chrzczonych jest tam 26% dzieci (czyli mniej niż jest statystycznie katolików w Niemczech). Jednocześnie  zmarło 830-840 tys. ludzi (za newsweek). Katolików w Niemczech w 2007 roku było ok. 25 milionów, czyli ok. 31% co oznaczałoby, że zmarło ponad 250 tys katolików. Ponad, gdyż można założyć, iż w odchodzącym pokoleniu liczba deklarujących swa przynależność była większa niż przeciętnie. Oznaczałoby, że zestawić należałoby raczej ze sobą ok. 373 tys. na minusie i 178 tys. na plusie. Na plusie znajdują się też "dorosłe" konwersje i rekonwersje (w sumie ok. 12 tys), które jednak nie zmieniają zasadniczo obrazu.

Swoją drogą, czyż fakt, że arcybiskup pociesza się, iż apostazje nie rosną lawinowo nie jest kamyczkiem do ogródka przeciwników tezy sekularyzacyjnej? Choć należałoby raczej mówić o dechrystianizacyji, gdyż bez uwzględnienia szerszych danych na temat religijności Niemców trudno cokolwiek przesądzać.

(468)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

Na co ludzie zmieniają koscioły?

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 12 stycznia 2009
Comments: No Comments
Tags:
Categories: Obserwacje, komentarze

Pani Joanna Sopyło z serwisu wiadomosci24.pl zadała mi nastepujące pytania – Dlaczego, gdy do danej parafii przestają chodzić wierni, ludzie decydują się na zamienienie kościołów na placówki użyteczności publicznej, a nie np. po prostu ich zamknięcie? – Czy w Polsce również takie sytuacje są prawdopodobne? – Jak Pan ocenia wspomniane przeze mnie zjawisko? Odpowiedziałem następująco, ale ciekaw jestem też opinii innych: Trudno mówić o zamianie kościoła w placówkę użyteczności publicznej, wszak kościół jest właśnie placówką użyteczności publicznej. Powstał za pieniądze, a często też dzięki bezpośredniej pracy członków parafii, czasem ich przodków, nawet jeśli inicjatywa należała do duszpasterzy. Nic dziwnego zatem, jeśli członkowie społeczności wolą, aby budynek nadal im służył, nawet jeśli w innej funkcji, niż stał zamknięty i niszczał. W gruncie rzeczy zmienia się więc jedynie jego funkcja. To, jaką w rezultacie otrzymuje wiele mówi natomiast o zmianie zaszłej w samej społeczności, w jej hierarchii wartości. Aby nastąpiła desakralizacja budynku, wcześniej musiała nastąpić desakralizacja świadomości. Z całą pewnością religia przestała być czymś przeżywanym zbiorowo, co zwykle poprzedza generalny zanik wrażliwości tego typu. Charakterystyczne, że protest społeczności lokalnej w Żarach wobec zamieszczenia na wieży kościoła stacji przekaźnikowej telefonii komórkowych uzasadniany był względami zdrowotnymi, a nie religijnymi. Z drugiej strony, fakt, że kościoły zostają często zamienione w obiekty komercyjne jest również konsekwencją zmiany świadomości samej hierarchii kościelnej w krajach, w których ma to miejsce. Decyzja sprzedaży kościoła wynika zwykle z trudnej sytuacji ekonomicznej wspólnoty, które to okoliczności wymuszają na duchownych przyjęcie bardziej ekonomicznego stylu myślenia. Pewien czeski kapłan tak uzasadnia otwarcie gospody na plebanii: ?No bo po co mi zabudowania gospodarcze na parafii? Daliśmy je na restaurację, niech te budynki zarabiają na siebie. Mam na utrzymaniu trzy kościoły w mieście i sześć we wsiach, nie będę żebrał, niech parafia będzie ekonomiczna.? (za Mariusz Szczygieł I jak się Państwu żyje bez Boga? Ateizm po czesku?). Wprawdzie zaraz następuje dodatkowa argumentacja, że otwarta przy kościele instytucja to przestrzeń ewangelizacji, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że to przestrzeń świecka zdobyła kolejny przyczółek w miejscu dawniej sakralnym. Sam fakt, że duchowni szukają ekonomicznych, a nie duszpasterskich rozwiązań, otwierając działalność gospodarczą, a nie ewangelizując, czasami nawet zatrudniając specjalistów od upadłości wskazuje, że chrześcijaństwo w tych krajach obumiera, a jego funkcjonariusze stają się tego świadomi i z tym pogodzeni. Z tego punktu widzenia Kościół polski wydaje się być w dość korzystnej sytuacji. Paradoksalnie o jego odporności na procesy sekularyzacyjne zadecydują te cechy, które powszechnie uważa się za wady religijności polskiej: jej powierzchowność, masowość, obrzędowość, faktyczne nieliczenie się z nauczaniem Kościoła. Polacy uczęszczają do kościoła i wierzą po swojemu, sama religia nie jest zaś dla nich czymś tak ważnym, by zerwanie z nią musiało nastąpić jako gwałtowny akt odrzucenia. Naturalnie, odporność oznacza tu jedynie spowolnienie, a nie zabezpieczenie. Obserwuje się powolny, ale stały spadek liczby uczęszczających do kościoła. Jeszcze istotniejsze są jednak zasadnicze zmiany religijności, które nie następują z roku na rok, ale z pokolenia na pokolenie. 

Polecam też gotowy artykuł

(318)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
page 1 of 1

Ostatnie strony
Follow Me
FacebookGooglePlusTwitterYoutube
Najczęściej czytane posty
  • No results available

Welcome , today is sobota, 19 sierpnia 2017