Winna metodologia?

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 22 czerwca 2010
Comments: 1 Comment
Tags: No Tags
Categories: Notatki z lektur

Przypomnijmy fakty:

Kandydat Wynik realny Prognoza wyborcza Prognoza z ostatniego dnia przed ciszą wyborczą
PKW TNSOBOP (TVP) SMG KRC (TVN) Homo Homini(Polsat) PBS DGA (GW)
Komorowski 41.54 41,2 45,7 44,5 51
Kaczyński 36.46 35,8 33,2 34,3 33
Napieralski 13.68 13,5 13 13,5 9
Korwin-Mikke 2.48 3 2,3 1,9  

Rozbieżności na pierwszy rzut oka nie wydają się ogromne (bywały już większe wpadki), gdyby nie to, że w przypadku pierwszych trzech badań chodzi nie o prognozę, tutaj taki błąd można by wybaczyć, a o rejestrację aktualnych zachowań. W przypadku trzeciego z badań, prognozy, błąd jest jednak znacznie większy. Przed ogłoszeniem oficjalnych wyników wyborów narzucała się natrętna myśl, że ogłoszone wyniki są jakoś dziwnie zbieżne z "linią polityczną" medium zamawiającego. Pod tym względem TVP została jednak uniewinniona przez PKW

Zarówno zlecające badania media jak i sami autorzy badań tłumaczą, że zawiniła metodologia. Homo homini na swej stronie nie podaje jakiej metody użyło, więc mogło to być równie dobrze wróżenie z fusów. Metody nie podała też Wyborcza, choć na stronie PBS można się dowiedzieć, że zastosowano sondaż telefoniczny (CATI), ale na jakiej i jak dobranej próbie?. TVN podało, że w ich badaniach posłużono się metodą sondażu telefonicznego na próbie (losowej?) 6000 os.  Możliwe, że jedynie OBOP zastosował exit pool.

Niezależnie od zastosowanej metody, zrzucanie na nią winy jest skandalicznym mydleniem oczu. Wady zastosowanej w badaniach ankiety telefonicznej są znane każdemu studentowi socjologii, a nawet każdemu obserwatorowi życia publicznego, który nie raz miał okazję przekonać się jak się mają ich wyniki do rzeczywistości wyborczej. Jeśli więc nie znali ich kierownicy pracowni badań, to są bandą szarlatanów. Jeśli znali a nie powiadomili o tym zamawiających – są bandą oszustów. Jeśli znali i powiadomili, to zamawiające media nie mają wiele wspólnego z dziennikarską rzetelnością i niezależnością, a sondaże są wyłącznie narzędziem manipulacji. Ale również w tym wypadku z ośrodków "badawczych" nie spada odpowiedzialność . Czy rzetelny rzemieślnik podejmie się zleconego zadania, jeśli wie, że przy pomocy narzędzi, którymi dysponuje nie będzie potrafił go skutecznie wykonać? Co powiemy o lekarzu, do którego przychodzi chory ze złamaną ręką, a on nas leczy maścią? Czy będzie go można nazywać profesjonalistą wówczas, gdy sam chory wyrazi życzenie takiej właśnie terapii?

Zrzuca się czasami winę na wyborców – cechują ich ponoć  zmienność przekonań. Ale to nie dotyczy sondaży z dnia wyborów! Stworzono nawet mit, że część wyborców decyduje na urną. Czy mnie pamięć nie myli, czy jedynym "dowodem" na takie zachowania jest właśnie niezgodność sondaży z rzeczywistością? Dzisiaj mit ten – jak sądzę – został definitywnie odczarowany, ośrodki badały bowiem wyborców właśnie "nad urną".

Twierdzi się, że wyborcy ukrywają swoje preferencje odmawiając rozmowy. Ale gdyby to były rzeczywiście ośrodki badawcze, a nie sprzedawcy wygodnych wyników, to dołożyłyby wszelkich starań, aby poznać powody tego ukrywania, oszacować możliwe zachowania tych wyborców na podstawie choćby dotychczasowych zachowań wyborczych i uwzględnić to w ostatecznej prognozie. A przede wszystkim, sprzedawałyby by telewizjom prognozy, a nie "wyniki". Wygląda na to tymczasem, że ich działalność nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek refleksją socjologiczną, jest to toporne wrzucanie wyników ankiet do komputera i zbijanie dużej kasy na sprzedaży wydruków.

W tłumaczeniach, jakie słyszymy od jednej z sondażowni pojawiają się informacje rzucające nieco światła na sprawę. przypominam, że w badaniach SMG KRC wynik dla J. Kaczyńskiego był niedoszacowany o 3.2%, podczas gdy wynik Komorowskiego był przeszacowany o 4.2%. Po pierwsze nie mogło więc być tak, że po prostu ci, którzy głosowali na Kaczyńskiego deklarowali, że głosują na Komorowskiego. Okazuje się, że po prostu odmawiali odpowiedzi. "Odpowiedzi ankieterom SMG/KRC odmówiło 7 procent badanych, tj. 420 osób. Brak odpowiedzi też był wliczany do badania. Głosy po równo dzielono między kandydata PO i kandydata PiS. – Okazało się, że osoby odmawiające były silnie ukierunkowane, pochodziły z obozu PiS. Można powiedzieć, że nie podzielili się oni z nami, na kogo glosowali – wyjaśnia szef działu badań telefonicznych MB SMG/KRC Wojciech Hołdakowski." (tvn24.pl). Odliczając Komorowskiemu i doliczając Kaczyńskiemu 3.5% wyniki rzeczywiście zbliżone do rzeczywistych (z błędem 0,66 u Komorowskiego i 0,24 u Kaczyńskiego).

Sam zabieg "równego obdzielenia głównych kandydatów" jest rażąco arbitralny. Dlaczego nie doliczyć cząstki do Andrzeja Leppera, którego wyborcy również mieli powody by się nie ujawniać ze swymi preferencjami? Na tej zasadzie któraś pracownia może sobie równie arbitralnie doliczyć wszystkich nierespondentów do dowolnego "głównego kandydata" i uzyskać dowolny wynik. Zabieg ten jest o tyle zaskakujący, że już we wcześniejszych wyborach słyszeliśmy wnioski (i stało się to elementem wiedzy potocznej), że wyborcy PiS częściej odmawiają odpowiedzi. Przede wszystkim jednak, zabieg ten był manipulacją dlatego, że o nim nie poinformowano. Należało uwzględnić tę informację w szacowaniu błędu, tymczasem SMG KRC  "Deklarował margines błędu do 2,8 punktu procentowego."(tvn24.pl)

Chętnie wysłuchałbym tłumaczeń PBS na temat tych 51%:33%, bo to już zakrawa na jawną polityczną manipulację.

Swoją drogą, korci mnie by postawić hipotezę, że ośrodki te nie są bez winy jeśli chodzi o liczbę nierespondentów. W okresie kampanii mieliśmy przecież kilka sondaży tygodniowo. Do tego dochodzą liczne sondaże niepolityczne, komercyjne. Telefonując do respondenta ankieter stawia się w jednym szeregu z dziesiątkami akwizytorów i telemarketerów chcących nas poinformować o "wyjątkowo korzystnej usłudze" jaką ma dla nas taka czy inna sieć telefoniczna czy bank. Część osób po prostu odmawia marnowania ich czasu na rozmowę z obcą im osobą (stąd ryzykowny wydaje mi się pomysł sztabu PiSu stworzenia własnego call-center). Po tym jak raz czy drugi zmarnowałem kilka minut na wysłuchiwanie długiej listy nudnych – przede wszystkim dlatego, że mnie nie dotyczących – a czasami co gorsza, zupełnie głupich pytań (tak! wbrew sloganowi są głupie pytania), wcale się tym nierespondentom nie dziwię.

Co mnie to wszystko obchodzi? Sam jestem wyłącznie niezaangażowanym konsumentem tego typu badań, a jednak zła fama, jaka w coraz większym stopniu przylega do tych pracowni (proszę przejrzeć tytuły dzisiejszej prasy "Blamaż", "Porażka", "Kompromitacja") w pewien sposób dotyka też wszystkich socjologów (choć  tego typu badanie opinii publicznej nie jest socjologią i ma z nią tyle wspólnego,  co rusznikarstwo ze strzelectwem). Oznacza, to, że również niekomercyjne badania naukowe będą musiały w coraz większym stopniu natrafiać na mur niechęci respondentów. Sam SMG/KRC informuje, że "w Polsce coraz liczniejsza jest grupa osób odmawiających odpowiedzi na pytanie ankietera. W dużych miastach dochodzi nawet do 80 proc.!)(DGP) Już przy 10% badanie traci jakąkolwiek reprezentatywność, a w niektórych przypadkach staje się bezwartościowe przy ich znacznie niższym poziomie.

Sondaże wyborcze mają to do siebie, że jako jedyne sondaże polityczne ich trafność jest w krótkim czasie bezwzględnie weryfikowana. Tymczasem co tydzień zalewają nas dziesiątki sondaży, których jakości nikt nie jest w stanie sprawdzić (oprócz ich wzajemnego porównywania)! W jaki sposób są one przeprowadzane, gdy pracownie nie czują presji takiej weryfikacji? Sądzę, że przedwyborczy sondaż PBS daje o tym pojęcie. 

Nie liczę na to, że firmy te zostaną wyeliminowane przez rynek, gdyż w naszej rzeczywistości można spodziewać się, iż długo jeszcze znajdywać się będą media chętne do manipulowania czytelnikami przy pomocy tego typu pseudosondaży, oraz pracownicy firm, którzy będą takie zamawiać jedynie by wykazać się aktywnością przed przełożonymi.

Mimo wszystko można jednak dojrzeć pewne pozytywne strony tej sytuacji: badania sondażowe nie tylko się kompromitują, ale z racji "zużycia materiału" czyli wzrostu liczby nierespondentów stają się po prostu niemożliwe, co może skłoni socjologów do posługiwania się mniej inwazyjnymi metodami, albo wynalezienia nowych. Już teraz jednak osiągnęliśmy pewną dodatkową wiedzę, nie tyle o wyborcach, co z dziedziny metodologii. Pozostaje mieć nadzieję, że choć jej część trafi do zwykłych wyborców.

(276)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Dlaczego chrześcijaństwo pokonało pogaństwo

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 12 czerwca 2010
Comments: No Comments
Tags:
Categories: Stark: The Rise of Christianity

Czas na konkluzje i próbę socjologicznego wyjaśnienia sukcesu chrześcijaństwa, co będzie równocześnie wyjaśnieniem klęski pogaństwa. Próbie tej poświęca Stark finalny rozdział swej książki pt. „Okoliczności i organizacja”.
Zwykle los nowej religii zależy w przeważającej mierze od okoliczności, które pozostają poza kontrolą samego ruchu. Dotyczy to przede wszystkim stopnia, w jaki religie są kontrolowane (regulowane) przez państwo oraz żywotności religijnej konkurencji. Pod oboma względami sytuacja przedstawiała się niezmiernie korzystnie dla raczkującego chrześcijaństwa. W Rzymie panowała daleko posunięta wolność religijna, jakiej Zachód nie doświadczył potem – jak powiada Stark – aż do rewolucji amerykańskiej (s.192). Represje w stosunku do kultów uznanych za niebezpieczne (a takim było chrześcijaństwo) były stosunkowo niewielkie i rzadkie. Okazuje się, że od początku chrześcijaństwo funkcjonowało zasadniczo jawnie – nikt z sąsiadów nie miał wątpliwości, gdzie mieszkają chrześcijanie i gdzie się gromadzą. Wcześnie również zaczęto przyjmować chrześcijańskie imiona. Chrześcijaństwo nie było więc w żadnym wypadku tajemną organizacją. (czytaj dalej…)

(742)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.0/10 (3 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +3 (from 3 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Rola męczenników w sukcesie chrześcijaństwa

Zasadniczo dopiero w ostatnich rozdziałach swej książki Stark stosuje do wczesnego chrześcijaństwa teorię religii opracowaną wspólnie z Beinbridge'm, a bazującą na paradygmacie racjonalnego wyboru. Temat rzeczywiście stanowi wyzwanie dla takiego podejścia, cóż bowiem bardziej na pierwszy rzut oka irracjonalnego jak pragnienie śmierci. Stark nie zgadza się na to, by kwestię chrześcijańskich męczenników zbyć etykietą irracjonalności (czy psychopatologii z masochizmem włącznie) i stara się wykazać sens w ich postępowaniu. (czytaj dalej…)

(433)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Rola kobiet we wzroście chrześcijaństwa

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 3 czerwca 2010
Comments: No Comments
Tags: , ,
Categories: Stark: The Rise of Christianity

Wydaje się, że rozgłos ksiażce Starka przyniósł głównie rozdział dotyczący kobiet i demografii. Tezy w nim zawarte trafiły nawet to prasy codziennej (por. Dzieci dla Boga ). W rozdziale tym Stark buduje rozumowanie, którego jednak – moim zdaniem – nie wszystkie elementy wytrzymują próbę krytyki, co jednak nie podważa jego głównej tezy.
Pozycja kobiet
Ponownie mamy „ostrze” teorii socjologicznej zwrócone przeciw potocznym wyobrażeniom. Tym razem jednak są to wyobrażenia o chrześcijaństwie, jako religii patriarchalnej i seksistowskiej. Ponownie, Stark nie zapytuje jakie są podstawy tych wyobrażeń, ale wykazuje, że zgodnie z pewną teorią socjologiczną chrześcijaństwo nie powinno być seksistowskie, a zatem zapewne nie było. 
Punktem wyjścia jest zbiór powszechnie uznanych faktów: chrześcijaństwo u swych początków było religią przyciągającą znacznie więcej kobiet niż mężczyzn. U swych początków charakteryzowało się (zwłaszcza na tle kultury żydowskiej) większą na kobiety otwartością. Widzimy to już w ewangeliach, w których kobiety stale towarzyszą Jezusowi, a nawet bywają – jak w ew. Jana osobami godnymi dyskusji. Odgrywały one znaczącą rolę w gminach założonych przez Pawła, a i w drugim wieku Celsus dostrzega, iż to właśnie kobiety z zamożnych domów stanowiły główny cel zabiegów misjonarskich chrześcijan. (czytaj dalej…)

(313)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Epidemie a wzrost chrześcijaństwa

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 26 maja 2010
Comments: No Comments
Tags: ,
Categories: Stark: The Rise of Christianity

Kolejny esej zamieszczony w książce Starka, wyróżnia się pozytywnie, zwłaszcza na tle poprzednich (o klasach i Żydach). Zwraca uwagę na element niedostrzegany przez socjologów religii czy historyków, który jednak wydaje się mieć znaczący, nawet jeśli nie decydujący wpływ na przebieg wypadków, a na ekspansję chrześcijaństwa w szczególności.
Otóż w drugim wieku i trzecim wieku, a konkretnie w latach 165 oraz 251 przez Imperium przetoczyły się mordercze zarazy, które każdym przypadku pochłonęły od 1/4 do 1/3 ogólnej liczby mieszkańców Cesarstwa. To, a nie rzekoma moralna degeneracja było przyczyną szeregu zjawisk rozkładowych dla rzymskiej tradycji. (czytaj dalej…)

(437)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Problem konwersji Żydów

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 20 maja 2010
Comments: No Comments
Tags: ,
Categories: Stark: The Rise of Christianity

W trzecim rozdziale swej książki, pt. Misja do Żydów – dlaczego prawdopodobnie odniosła sukces, Rodney Stark ponownie rzuca wyzwanie powszechnie przyjętym poglądom posługując się w tym celu swą wiedzą o współczesnych ruchach religijnych.
Tradycyjna historiografia, choć różni się w kwestii dokładnego ustalenia momentu rozłamu między chrześcijaństwem a judaizmem, to jednak po stwierdzeniu tego rozdziału zasadniczo traci z oczu Żydów lub postrzega ich jako ruch wyłącznie konkurencyjny, zewnętrzny w stosunku do Kościoła. Stark stawia tezę w tym kontekście zaskakującą: „Żydzi stanowili znaczące źródło konwertytów przynajmniej do późnego czwartego wieku” (49). Podobnie jak w poprzednim rozdziale, o klasach, w sformułowaniu tym uderza brak precyzji. Cóż bowiem znaczy „znaczące”? 10% czy 40%? A może 80%? Przy założeniu że konwersji takich nie było w ogóle, tezę Starka łatwo udowodnić, a niemożliwe jest ją obalić. Dopiero dalej znajdujemy nieco precyzyjniejsze sformułowania – uważa mianowicie, ze jeszcze w połowie drugiego wieku Kościół był zdominowany przez chrześcijan pochodzenia żydowskiego. Odnośnie do trzeciego, czwartego i początków piątego wieku, było to nadal „znaczące” źródło chrześcijan.
Przyjrzyjmy się jednak jego argumentacji. (czytaj dalej…)

(306)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Rodney Stark o klasowym podłożu wczesnego chrześcijaństwa

W odróżnieniu od omówionego przeze mnie poprzednio tekstu Theissena, traktujący o klasowej bazie wczesnego chrześcijaństwa drugi rozdział The Rise of Christianity Rodneya Starka ma mniej szczegółowy charakter. Podobnie jak w pierwszym rozdziale, podważa dawniej przyjętą, choć obecnie już co najmniej dyskusyjną koncepcję przy pomocy -w dużej mierze – aparatury teoretycznej wypracowanej w badaniach nad NRR. Tym razem chodzi o „proletariacki” charakter wczesnego chrześcijaństwa, tezę lansowaną niegdyś przez socjologów marksistowskich. Przeglądając literaturę bardziej współczesną, dostrzega zwolenników tezy skrajnie przeciwnej, jak E.A. Judge, który doszedł do wniosku, iż „… chrześcijanie byli zdominowani przez społecznie wpływową warstwę (socialy pretentious section) populacji wielkich miast”. Stark konstatuje, że „wśród historyków NT rozwinął się konsensus, iż chrześcijaństwo opierało się na klasach średniej i wyższej” (31). Na poparcie tej tezy przywołuje szereg autorów, między innymi wspomniany tekst Gerda Theissena i wielu innych autorów piszących o obecności osób z klas wyższych w gminach wczesnochrześcijańskich. (czytaj dalej…)

(468)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Theissen: Struktura klasowa gminy korynckiej

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 16 maja 2010
Comments: No Comments
Tags: , ,
Categories: Notatki z lektur

Jednym z najważniejszych problemów socjologicznych, z jakimi musi się zmierzyć badacz wczesnego chrześcijaństwa jest jego struktura klasowa. Naturalnie nie posiadamy szczegółowych danych dotyczących składu osobowego z pierwszych wieków, skazani jesteśmy więc na opieranie się na poszlakach, które często okazują się bardzo wieloznaczne.

Tradycyjnie przyjęło się widzieć we wczesnym chrześcijaństwie ruch najniższych klas społecznych. Okazuje się jednak, że wizja ta nie do końca odpowiada rzeczywistości, a raczej temu, co o niej możemy wnioskować ze skąpych danych. Dlatego też dane te winny być poddane wyjątkowo szczegółowej analizie.

(czytaj dalej…)

(328)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Konwersja i wzrost chrześcijaństwa

Książka Rodneya Starka „The Rise of Christianity” ukazała się już 13 lat temu, jednak dopiero niedawno do niej dotarłem. Postanowiłem przedstawić tu kilka zawartych w niej tez wraz z własnymi do nich uwagami.

Autora nie trzeba przedstawiać socjologom religii. Na rynku księgarskim znajduje się jedna z najważniejszych jego prac, napisana wspólnie z Williamem S. Bainbridgem Teoria religii.

Stark nie jest specjalistą w dziedzinie historii starożytnego chrześcijaństwa, co pozwala mu spojrzeć na problemy trapiące historyków z zupełnie odmiennej, świeżej perspektywy, choć jednocześnie naraża na pewne uproszczenia. Nie wchodzi on jednak po prostu na ich terytorium, nie zaczyna uprawiać typowych badań religioznawczo-biblijnych, raczej podejmuje ich wybrane problemy i pokazuje, co może wyniknąć, gdy zastosować do nich wiedzę, którą nagromadziła socjologia religii.

(czytaj dalej…)

(551)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Geza Vermes, Twarze Jezusa

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 10 stycznia 2009
Comments: 1 Comment
Tags:
Categories: Notatki z lektur

Dotarła do mnie nowość wydawnictwa homini: Twarze Jezusa Gezy Vermesa. Kilka zdań o tej książce: Sądzę, że głównym adresatem tej książki są chrześcijanie, których dręczy pytanie: "a jak to było tak naprawdę". Autor ma pod tym względem szczególne kwalifikacje: jako Żyd i wybitny historyk okresu międzytestamentalnego ma uprzywilejowany dostęp do literatury nie tylko wczesnochrześcijańskiej, ale też judaistycznej. Jako były ksiądz natomiast zna chrześcijaństwo "od środka". Osoby badające jakąś religię od zewnątrz, nigdy się w nią nie angażując często popełniają pewien błąd: o ile potrafią dość poprawnie zrekonstruować poszczególne elementy, to gdy trzeba je potem poukładać w jakąś strukturę – określić co jest elementem centralny – często zawodzą. Widać to również w przypadku dialogu międzyreligijnego, gdy reprezentanci odmiennych religii kierowani dobrą wolą usiłują zgłębić poglądy konkurencji. Od tego błędu Vermes wydaje się być wolny, pomimo tego, że jako historyk odrzuca podstawowe roszczenie chrześcijaństwa. Chciałoby się powiedzieć: wie co robi. W zasadzie większość książki mogłaby się ukazać w katolickim czasopiśmie teologicznym pod jednym warunkiem: każdy rozdział oddzielnie. Autor prezentuje bowiem po prostu poglądy na temat Jezusa autorów Nowego Testamentu. Oczywiście to "po prostu" dla wielu mogłoby być problematyczne, ale sądzę, że z wnioskami zasadniczo większość egzegetów by się mogła zgodzić. Książka ta uderza jednak przede wszystkim jako całość, podważa bowiem podstawowe założenie chrześcijańskiej egzegezy: założenie o jedności Nowego Testamentu, a przynajmniej o uzgadnialności poszczególnych wersji w nim zawartych. Autor bez zbytnich emocji, z całą życzliwością, bez zbytniego pośpiechu wykazuje, że wizje Jezusa według Jana, Pawła, Dziejów Apostolskich i Synoptyków są do siebie zasadniczo nieprzystające. Zadaje zatem jednocześnie kłam łowcom sensacji dowodzącym, że Kościół sfałszował przesłanie, albo że cały Nowy testament został podyktowany przez św. Pawła (albo jego uczniów). Do fałszerstwa doszło, ale na poziomie interpretacji czy przekładu i najczęściej nie było ono konsekwencją złej woli, co raczej ignorancji. Tytuł nadawany Jezusowi w starszych wersjach "Syn Boży" wydaje sie harmonizować z wizją Logosu u Jana, ale tylko tak długo, dopóki nie zapytamy "co autorzy mieli na myśli" – a do odpowiedzi na to pytanie materiał znajdujemy w literaturze judaistycznej. Jest to, podobnie jak cała third quest wielki tryumf metody historyczno-porównawczej. Chciałoby się sparafrazować A. de Tocqueville'a, który powiedział: kto badał i widział tylko Francję, ten nigdy i nic, rzec się odważę, nie pojmie z Rewolucji Francuskiej, a my powiemy: ktoś kto badał tylko Jezusa ten nigdy i nic nie pojmie z jego życia. Autor w swojej prezentacji obrał kolejność, która jako zamierzenie wydaje się interesująca – kolejność nie tyle chronologiczną (do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni), ale według malejącego stopnia wyrafinowania teologicznego i bliskości do Jezusa historycznego (co – uwaga – wcale nie pokrywa się z odwróconą chronologią – Paweł jest wcześniejszy od Marka, ale jego myśl dalsza od historii) – tak jak archeolog stopniowo zdejmujący kolejne warstwy ziemi i mozolnie odsłaniający stanowisko. Ładunek jak na książkę sensacyjną. Autor jednak nie jest beletrystą i jego profesorskie podejście psuje często ten efekt. Choć z drugiej strony całość jest napisana w dyskursie dydaktycznym, a nie akademickim, niektóre przeskoki w rozumowaniu wydają się "nie być do końca bezdyskusyjne". Autor świadomie nie chce wchodzić w akademickie polemiki bazując zasadniczo na tym, co można (?) uznać za pewien konsensus badaczy. Najbardziej dyskusyjne wydaje się jego przyjmowanie za oczywiste poglądu, że Jezus nigdy nic nie miał świadomie wspólnego z polityką (ale to temat na kiedy indziej). Sądzę, że książka ta może być doskonałym wstępem do naukowo-krytycznego zainteresowania się powstaniem chrześcijaństwa. 

(551)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia
page 2 of 2»

Ostatnie strony
Follow Me
FacebookGooglePlusTwitterYoutube

Welcome , today is środa, 23 października 2019