Religie w perspektywie ekologicznej

Comments: No Comments

Porównanie do organizmu i gatunku pozwala dostrzec w religii pewne kluczowe właściwości i powiązać je w logiczny sposób. Istotny jest przede wszystkim związek między organizacją a wspólnotą w ramach danej religii uwypuklony dzięki perspektywie systemowej (organicznej). Perspektywa ta nie prowadzić może jednak do dwóch błędów, a ściślej – w pewnych sytuacjach jej założenia prowadzić mogą do błędnych wniosków, co do: 1) relacji między organizacją a wspólnotą oraz 2) relacji między religią a otoczeniem społecznym.

Znacznie lepiej relacje te ujmuje perspektywa ekologiczna. Ekologia od dawna inspirowała socjologów. Podobnie jak w przypadku darwinizmu mamy tu bardziej dosłowne jej rozumienie (jak Amosa Hawleya) i bardziej analogiczne. Wpływ dosłownie rozumianych warunków ekologicznych na religię wydaje mi się dość słaby, a raczej zapośredniczony przez te systemy społeczne, których główną funkcją jest radzenie sobie z zagrożeniami ekologicznymi a zwłaszcza pozyskiwanie zasobów. Dlatego bardziej interesujący jest dla mnie to drugie podejście. W ten sposób podchodzili do ekologii już klasycy szkoły chicagowskiej, a ostatnio znalazł on wyraz w ekologii organizacji. Sam pomysł, by potraktować "społeczeństwo" nie jako system, ale jako ekosystem, wydaje mi się strzałem w dziesiątkę, nawet jeśli jego realizacja we wspomnianym nurcie nie jest w pełni satysfakcjonująca.

Czym się różni system od ekosystemu? Przede wszystkim tym, że w systemie związki między organizacjami (które z tej racji można określać jako podsystemy) są ściślejsze, bardziej nieuchronne, niczym tryby w zegarku. Oczywiście perspektywa systemowa dopuszcza, a nawet zakłada, że poszczególne instytucje oddziałują w przeciwnych kierunkach, by uzyskać korzystną dla całości homeostazę, jednak ich funkcje są zwykle jednoznacznie określone. W ostatecznym rachunku perspektywa ta prowadzi często do wniosku, że każda instytucja jest (jakoś) "funkcjonalna", czyli mówiąc z przesadą: żyjemy w najlepszym z możliwych światów. Ujęcie religii w tej perspektywie, czyli jako podsystemu społeczeństwa, rodzi jednak trudne do przezwyciężenia trudności. Jak wyliczyłem w MER (163)

1) religie, przynajmniej w czasach historycznych, dość swobodnie „przeciekają” między społeczeństwami i w rezultacie jedna religia może być obecna w wielu społeczeństwach, zachowując jedność organizacyjną i niezależne od tych społeczeństw interesy; 2) choć religie mogą pełnić  na rzecz społeczeństwa czy jego instytucji rozmaite „funkcje”, to – jak zauważył już Joachim Wach [1961, s. 62] – „funkcji” tych pełnić nie muszą, zdarza się również, że dobroczynne oddziaływanie obraca się w swe przeciwieństwo; 3) poszczególne religie zachowują swe zasadnicze właściwości składające się na ich tożsamość, mimo znaczących zmian w sferze społeczno-gospodarczej w czasie czy zróżnicowania w przestrzeni. Katolicyzm dwudziestowieczny nie stanowi odrębnej religii w stosunku do trzynastowiecznego, podobnie jak kapłan pozostaje kapłanem katolickim, niezależnie od tego, czy odprawia mszę w Paryżu, czy w Gaborone; 4) nawet gdy weźmiemy pod uwagę populację ludzi wyodrębnioną na przykład według kryterium podporządkowania danemu systemowi politycznemu (obywateli danego państwa), to jej potrzeby religijne zaspokajane są przez wiele różnych, a często skonfliktowanych organizacji religijnych, w tym również pewnych działających nieformalnie.

Ekosystem, choć również zakłada wytworzenie pewnej homeostazy między swoimi składnikami, dopuszcza najrozmaitsze relacje między nimi: może to być konkurencja, nazwijmy ją – antagonistyczna, aż do granic eksterminacji drugiego gatunku czy choćby wyparcia go z dotychczasowych siedlisk, może to być współpraca, symbioza pasożytnicza czy mutualistyczna, komensalizm i in.

Tak też religie w społeczeństwie: mogą wchodzić w różne relacje z innymi organizacjami czy instytucjami, z jednymi mogą to być relacje antagonistyczne, podsczas gdy z drugimi – bynajmniej. Mogą pozyskiwać większość środków na swe utrzymanie od państwa, mogą się okazać religiami sympatycznymi dla klas biznesowych czy wreszcie dla niezbyt bogatego, lecz licznego ludu. Religie mogą urzeczywistniać jednocześnie różne strategie. Finansowanie katechetów ze środków MEN nosi znamiona pasożytnictwa na systemie edukacji, relacje z niektórymi partiami prawicowymi – komensalizmu a z niektórymi nawet zależności mutualitycznej. Niewykluczona jest też relacja symbiozy, którą można by nazwać agresywną (coś na kształt relacji między PO i PiS, w której partie żywią się wrogością do drugiej).

Perspektywa ekologiczna, w przeciwieństwie do systemowej, dla której ideałem jest systuacja jedno społeczeństwo – jedna religia, zakłada, że istnieje wiele religii rywalizujących ze sobą o wiernych (tutaj wyraźne podobieństwo do perspektywy ekonomicznej Starka, Finkego Iannaconne i in.). Owych wiernych – czy w mojej nomenklaturze wspólnotę – opisuje w kategoriach niszy. Poszczególne organizacje religijne czerpią energię i zasoby ludzkie dla swego istnienie nie od nieokreslonego "społeczeństwa", ale od pewnych kategorii ludzi. Do pozostawania w ramach niszy danej organizacji skłania ich adekwatność między ofertą tej organizacji a ich własnymi preferencjami religijnymi. Ale nie tylko – i tu muszę wykroczyć poza założenia ekologii organizacji – gdyż do pozostawania w ramach danej niszy mogą skłaniać także czynniki pozareligijne. Weźmy przykładową, niewielką konserwatywną społeczność monoreligijną (np. wioska w XIX w. Polsce, współcześnie też w krajach islamu i in.). Ktoś może odczuwać totalną nieadekwatność nauk głoszonych mu z kościele czy meczecie, jednak nie wystąpi z Kościoła czy Ummy, gdyż 1) spotkało by się to ze społecznym ostracyzmem, prowadzącym do 2) trudności znalezienia partnera na "rynku" matrymonialnym, 3) trudności ze współpracą na płaszczyźnie ekonomicznej, czy nawet 4) wejście w konflikt z prawem, prowadzący w skrajnych przypadkach do np. ukaminiowania. Osoba ta pozostaje w ramach niszy danej religii (płaci datki na nią, posyła dzieci na naukę do specjalistów religijnych) jednak wypływa to wyłącznie z czynników pozareligijnych. Czynniki te mają tym większe znaczenie, im bardziej monoreligijne jest społeczeństwo, nie można ich jednak ignorować również w badaniu społeczeństw pluralistycznych. Nawet, jeśli w mojej społeczności występuje wiele wyznań, to wystarczy, by czyjś szef był określonego wyznania (i przywiązywał do tego wagę), by zacząć się zastanawiać, czy warto występować z Kościoła, do którego należy ponadto właśnie "ta jedyna" blond-piękność, która po nocach spać delikwentowi nie daje. Naturalnie w społeczności pluralistycznej znacznie łatwiej znaleźć szefów przy wybranki, które przynależą do innego wyznania czy po prostu nie przywiązują do religii wagi.

Ostatnia wspomniana kwestia jest niezwykle istotna. Badacze religii (zwłaszcza wyznaniowych preweniencji) zwykle nie dopuszczają do świadomości faktu, że dla większości ludzi religia nie jest najważniejszą sprawą w życiu, że nie są gotowi poświęcać dla niej nie tylko kariery, ale choćby tej, konkretnej, przytulnej posady, tej konkretne szansy na zawarcie udanego związku. Badania CBOS z 2004 roku (tak wiem, że cytowanie tej agencji robi sie coraz bardziej wątpliwe) uznaje za jedną z pięciu najważniejszych spraw w życiu religię 40% respondentów. W kolejnych badaniach w 2005 roku respondenci mieli wskazać jedynie trzy takie dziedziny życia, religię wskazywało zaledwie 19% pytanych.

Nisza danej religii nie składa się po prostu z wiernych, ale z wiernych różnej kategorii. Nieco modyfikując ekologiczną nomenklaturę można ją przedstawić następująco:

niszaNisza preferencyjna to ci, których preferencje religijne w pełni są lub byłyby zaspokajane przez dany system religijny. Ci z nich, którzy faktycznie przynależą do danej wspólnoty religijnej stanowią centrum niszy, pozostali zaś niszę niezrealizowaną – zwykle potencjalny kierunek ekspansji danej religii. Spośród tych, którzy faktycznie przynależą (niszy zrealizowanej) są też grupy, które znajdują się w ramach danej niszy z przyczyn pozareligijnych – to peryferia niszy. W warunkach pluralizmu i wolności religijnej, to zwłaszcza te obszary niszy fundamentalnej podatne będą na "sekularyzację" lub konwersję do innych religii.

(236)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
No Comments - Leave a comment

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*



Ostatnie strony
Follow Me
FacebookGooglePlusTwitterYoutube
Najczęściej czytane posty
  • No results available

Close Print