Rodney Stark o klasowym podłożu wczesnego chrześcijaństwa

W odróżnieniu od omówionego przeze mnie poprzednio tekstu Theissena, traktujący o klasowej bazie wczesnego chrześcijaństwa drugi rozdział The Rise of Christianity Rodneya Starka ma mniej szczegółowy charakter. Podobnie jak w pierwszym rozdziale, podważa dawniej przyjętą, choć obecnie już co najmniej dyskusyjną koncepcję przy pomocy -w dużej mierze – aparatury teoretycznej wypracowanej w badaniach nad NRR. Tym razem chodzi o „proletariacki” charakter wczesnego chrześcijaństwa, tezę lansowaną niegdyś przez socjologów marksistowskich. Przeglądając literaturę bardziej współczesną, dostrzega zwolenników tezy skrajnie przeciwnej, jak E.A. Judge, który doszedł do wniosku, iż „… chrześcijanie byli zdominowani przez społecznie wpływową warstwę (socialy pretentious section) populacji wielkich miast”. Stark konstatuje, że „wśród historyków NT rozwinął się konsensus, iż chrześcijaństwo opierało się na klasach średniej i wyższej” (31). Na poparcie tej tezy przywołuje szereg autorów, między innymi wspomniany tekst Gerda Theissena i wielu innych autorów piszących o obecności osób z klas wyższych w gminach wczesnochrześcijańskich. (czytaj dalej…)

(478)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Theissen: Struktura klasowa gminy korynckiej

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 16 maja 2010
Comments: No Comments
Tags: , ,
Categories: Notatki z lektur

Jednym z najważniejszych problemów socjologicznych, z jakimi musi się zmierzyć badacz wczesnego chrześcijaństwa jest jego struktura klasowa. Naturalnie nie posiadamy szczegółowych danych dotyczących składu osobowego z pierwszych wieków, skazani jesteśmy więc na opieranie się na poszlakach, które często okazują się bardzo wieloznaczne.

Tradycyjnie przyjęło się widzieć we wczesnym chrześcijaństwie ruch najniższych klas społecznych. Okazuje się jednak, że wizja ta nie do końca odpowiada rzeczywistości, a raczej temu, co o niej możemy wnioskować ze skąpych danych. Dlatego też dane te winny być poddane wyjątkowo szczegółowej analizie.

(czytaj dalej…)

(331)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Konwersja i wzrost chrześcijaństwa

Książka Rodneya Starka „The Rise of Christianity” ukazała się już 13 lat temu, jednak dopiero niedawno do niej dotarłem. Postanowiłem przedstawić tu kilka zawartych w niej tez wraz z własnymi do nich uwagami.

Autora nie trzeba przedstawiać socjologom religii. Na rynku księgarskim znajduje się jedna z najważniejszych jego prac, napisana wspólnie z Williamem S. Bainbridgem Teoria religii.

Stark nie jest specjalistą w dziedzinie historii starożytnego chrześcijaństwa, co pozwala mu spojrzeć na problemy trapiące historyków z zupełnie odmiennej, świeżej perspektywy, choć jednocześnie naraża na pewne uproszczenia. Nie wchodzi on jednak po prostu na ich terytorium, nie zaczyna uprawiać typowych badań religioznawczo-biblijnych, raczej podejmuje ich wybrane problemy i pokazuje, co może wyniknąć, gdy zastosować do nich wiedzę, którą nagromadziła socjologia religii.

(czytaj dalej…)

(553)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Prof. Krzemiński o Radio Maryja

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 17 listopada 2009
Comments: No Comments
Tags:
Categories: Obserwacje, komentarze

W Rzeczpospolitej można przeczytać ciekawy wywiad z prof. I. Krzemiński. Jego badania nad RM, jak wynika z rozmowy, prowadzą też do kilku ciekawych wniosków o bardziej ogólnym charakterze:

Pisze pan: „Z całą pewnością religijność prezentowana w Radiu Maryja jest znacznie głębsza, niż zakładałem. Z założenia jest indywidualna, płynąca – rzec można – z głębi serca ludzi”.
Tak właśnie jest. Ale jednocześnie popełniłem błąd, przyjmując założenie, że ta religijność płynąca z serca, nie rytualistyczna, jest inna jakościowo…
Lepsza?
O właśnie, uważałem, że ta autentyczna religijność jest lepsza, zawsze otwarta na innych, nieskłonna do potępiania ich. Tymczasem to nieprawda. Zaskoczyło mnie, że można mieć prawdziwe przeżycia religijne i jednocześnie potępiać kogoś w czambuł, że można, żarliwie kochając Pana Jezusa, nienawidzić bliźniego swego.
Zostawmy na razie jej wartościowanie. Ale potwierdza pan, że to religijność autentyczna, indywidualna?
To mogę potwierdzić z całą pewnością.
Tym samym unicestwia pan mit podziału polskiego katolicyzmu na tradycyjny, bezrefleksyjny, zrytualizowany, w typie Radia Maryja, albo otwarty, pogłębiony, indywidualistyczny, rodem z KIK i „Tygodnika Powszechnego”.
Ma pan rację. Nawet nie zastanawiałem się nad tym, że to prowadzi do takiego wniosku, znoszącego rozmaite stereotypowe opozycje. Debata nad polskim katolicyzmem musi się odbywać bez tych nakładanych od lat kalek, że jest tak i tak.

(373)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 1.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +1 (from 1 vote)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Problemy społeczne

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 18 lipca 2009
Comments: No Comments
Tags: ,
Categories: Obserwacje, komentarze

W dzisiejszej Rzeczpospolitej Rafał Ziemkiewicz zwraca uwagę na ciekawą właściwość myślenia kształtowanego mass-mediami. Pisze to w odniesieniu do problemu "klapsa", ale równie prawdziwe jest w odniesieniu do problemu sekt, ostrzeżeniami przed którymi zapełniają się rozmaite łamy w sezonie ogórkowym. Czy są problemem społecznym? Są. Ale… znaj proporcjum mocium panie!

Gdy spytano jakie są największe zagrożenia społeczne (a było to w roku 1999 czyli w okresie przedmillenijnego nasilenia nagonki antysektowej) sekty w badaniu OBOPu pojawiły się na 9 miejscu, obecnie pewnie wylądowałyby jeszcze niżej. Ilu z nas bowiem miało osobisty kontakt z tymi demonicznymi werbownikami (w innym badaniu OBOPu do takich kontaktów przyznaje się 2% respondentów)? A ilu z tych co miało, bodaj rozważyło możliwość ponownego kontaktu? Tymczasem osoby potrafiące posługiwać się tym "pojęciem-maczugą" jakim jest "sekta", żyją w złudzeniu, że oto uodpornili się na zjawisko psychomanipulacji, bo wiedzą, że należy takim zamknąć przed nosem drzwi. Tymczasem czytając gazety, oglądając TV wystawiają się na liczne manipulacje dużo bardziej godzące w ich żywotne interesy. Ale odporność na tego rodzaju manipulację, zwana rozsądkiem, ścisłym, racjonalnym myśleniem, zdrową podejrzliwością – jak pisze Ziemkiewicz – właśnie jest systematycznie od najmłodszych lat w dzieciach zabijana.

(342)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Inwazja na Polskę – wkrótce!

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 8 lipca 2009
Comments: No Comments
Tags:
Categories: Obserwacje, komentarze

W prasie rozgorzała kolejna histeria antysektowa. Dowiadujemy się, że niemieccy scjentolodzy planują atak na Polskę. I to przy pomocy broni nie byle jakiej: zbombardują nas książkami. Wyślą je do 3800 bibliotek w liczbie 60 000, co daje około piętnastu książek na bibliotekę, czyli mniej więcej tyle, ile założyciel scjentologii napisał. Nie są to tomiska na tyle opasłe, by zaszkodzić fizycznej konstrukcji bibliotecznych regałów, nie tu leży więc tkwiące w nich niebezpieczeństwo, przed którym nas gorliwie ostrzegają publicyści. Tkwić więc musi w samej treści książek. To coś nowego w dyskursie antysektowym: dotąd przekonywano nas, że owe mroczne kulty posługują się podstępnymi i zawoalowanymi technikami psychomanipulacji. Teraz okazuje się, że niebezpieczne są treści, argumenty. Uczono mnie w wprawdzie, że porządek demokratyczny odróżnia się od totalitarnego tym, że nie pali książek, ale przeciw argumentom kieruje inne argumenty, myśl zwalcza myślą. Czyżby Niemcy, od lat zwalczający scjentologię byli krajem mniej demokratycznym niż USA, gdzie Kościół Scjentologiczny działa bez większych przeszkód? (czytaj dalej…)

(205)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Na co ludzie zmieniają koscioły?

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 12 stycznia 2009
Comments: No Comments
Tags:
Categories: Obserwacje, komentarze

Pani Joanna Sopyło z serwisu wiadomosci24.pl zadała mi nastepujące pytania – Dlaczego, gdy do danej parafii przestają chodzić wierni, ludzie decydują się na zamienienie kościołów na placówki użyteczności publicznej, a nie np. po prostu ich zamknięcie? – Czy w Polsce również takie sytuacje są prawdopodobne? – Jak Pan ocenia wspomniane przeze mnie zjawisko? Odpowiedziałem następująco, ale ciekaw jestem też opinii innych: Trudno mówić o zamianie kościoła w placówkę użyteczności publicznej, wszak kościół jest właśnie placówką użyteczności publicznej. Powstał za pieniądze, a często też dzięki bezpośredniej pracy członków parafii, czasem ich przodków, nawet jeśli inicjatywa należała do duszpasterzy. Nic dziwnego zatem, jeśli członkowie społeczności wolą, aby budynek nadal im służył, nawet jeśli w innej funkcji, niż stał zamknięty i niszczał. W gruncie rzeczy zmienia się więc jedynie jego funkcja. To, jaką w rezultacie otrzymuje wiele mówi natomiast o zmianie zaszłej w samej społeczności, w jej hierarchii wartości. Aby nastąpiła desakralizacja budynku, wcześniej musiała nastąpić desakralizacja świadomości. Z całą pewnością religia przestała być czymś przeżywanym zbiorowo, co zwykle poprzedza generalny zanik wrażliwości tego typu. Charakterystyczne, że protest społeczności lokalnej w Żarach wobec zamieszczenia na wieży kościoła stacji przekaźnikowej telefonii komórkowych uzasadniany był względami zdrowotnymi, a nie religijnymi. Z drugiej strony, fakt, że kościoły zostają często zamienione w obiekty komercyjne jest również konsekwencją zmiany świadomości samej hierarchii kościelnej w krajach, w których ma to miejsce. Decyzja sprzedaży kościoła wynika zwykle z trudnej sytuacji ekonomicznej wspólnoty, które to okoliczności wymuszają na duchownych przyjęcie bardziej ekonomicznego stylu myślenia. Pewien czeski kapłan tak uzasadnia otwarcie gospody na plebanii: ?No bo po co mi zabudowania gospodarcze na parafii? Daliśmy je na restaurację, niech te budynki zarabiają na siebie. Mam na utrzymaniu trzy kościoły w mieście i sześć we wsiach, nie będę żebrał, niech parafia będzie ekonomiczna.? (za Mariusz Szczygieł I jak się Państwu żyje bez Boga? Ateizm po czesku?). Wprawdzie zaraz następuje dodatkowa argumentacja, że otwarta przy kościele instytucja to przestrzeń ewangelizacji, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że to przestrzeń świecka zdobyła kolejny przyczółek w miejscu dawniej sakralnym. Sam fakt, że duchowni szukają ekonomicznych, a nie duszpasterskich rozwiązań, otwierając działalność gospodarczą, a nie ewangelizując, czasami nawet zatrudniając specjalistów od upadłości wskazuje, że chrześcijaństwo w tych krajach obumiera, a jego funkcjonariusze stają się tego świadomi i z tym pogodzeni. Z tego punktu widzenia Kościół polski wydaje się być w dość korzystnej sytuacji. Paradoksalnie o jego odporności na procesy sekularyzacyjne zadecydują te cechy, które powszechnie uważa się za wady religijności polskiej: jej powierzchowność, masowość, obrzędowość, faktyczne nieliczenie się z nauczaniem Kościoła. Polacy uczęszczają do kościoła i wierzą po swojemu, sama religia nie jest zaś dla nich czymś tak ważnym, by zerwanie z nią musiało nastąpić jako gwałtowny akt odrzucenia. Naturalnie, odporność oznacza tu jedynie spowolnienie, a nie zabezpieczenie. Obserwuje się powolny, ale stały spadek liczby uczęszczających do kościoła. Jeszcze istotniejsze są jednak zasadnicze zmiany religijności, które nie następują z roku na rok, ale z pokolenia na pokolenie. 

Polecam też gotowy artykuł

(324)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia

Geza Vermes, Twarze Jezusa

by Kamil M. Kaczmarek
Published on: 10 stycznia 2009
Comments: 1 Comment
Tags:
Categories: Notatki z lektur

Dotarła do mnie nowość wydawnictwa homini: Twarze Jezusa Gezy Vermesa. Kilka zdań o tej książce: Sądzę, że głównym adresatem tej książki są chrześcijanie, których dręczy pytanie: "a jak to było tak naprawdę". Autor ma pod tym względem szczególne kwalifikacje: jako Żyd i wybitny historyk okresu międzytestamentalnego ma uprzywilejowany dostęp do literatury nie tylko wczesnochrześcijańskiej, ale też judaistycznej. Jako były ksiądz natomiast zna chrześcijaństwo "od środka". Osoby badające jakąś religię od zewnątrz, nigdy się w nią nie angażując często popełniają pewien błąd: o ile potrafią dość poprawnie zrekonstruować poszczególne elementy, to gdy trzeba je potem poukładać w jakąś strukturę – określić co jest elementem centralny – często zawodzą. Widać to również w przypadku dialogu międzyreligijnego, gdy reprezentanci odmiennych religii kierowani dobrą wolą usiłują zgłębić poglądy konkurencji. Od tego błędu Vermes wydaje się być wolny, pomimo tego, że jako historyk odrzuca podstawowe roszczenie chrześcijaństwa. Chciałoby się powiedzieć: wie co robi. W zasadzie większość książki mogłaby się ukazać w katolickim czasopiśmie teologicznym pod jednym warunkiem: każdy rozdział oddzielnie. Autor prezentuje bowiem po prostu poglądy na temat Jezusa autorów Nowego Testamentu. Oczywiście to "po prostu" dla wielu mogłoby być problematyczne, ale sądzę, że z wnioskami zasadniczo większość egzegetów by się mogła zgodzić. Książka ta uderza jednak przede wszystkim jako całość, podważa bowiem podstawowe założenie chrześcijańskiej egzegezy: założenie o jedności Nowego Testamentu, a przynajmniej o uzgadnialności poszczególnych wersji w nim zawartych. Autor bez zbytnich emocji, z całą życzliwością, bez zbytniego pośpiechu wykazuje, że wizje Jezusa według Jana, Pawła, Dziejów Apostolskich i Synoptyków są do siebie zasadniczo nieprzystające. Zadaje zatem jednocześnie kłam łowcom sensacji dowodzącym, że Kościół sfałszował przesłanie, albo że cały Nowy testament został podyktowany przez św. Pawła (albo jego uczniów). Do fałszerstwa doszło, ale na poziomie interpretacji czy przekładu i najczęściej nie było ono konsekwencją złej woli, co raczej ignorancji. Tytuł nadawany Jezusowi w starszych wersjach "Syn Boży" wydaje sie harmonizować z wizją Logosu u Jana, ale tylko tak długo, dopóki nie zapytamy "co autorzy mieli na myśli" – a do odpowiedzi na to pytanie materiał znajdujemy w literaturze judaistycznej. Jest to, podobnie jak cała third quest wielki tryumf metody historyczno-porównawczej. Chciałoby się sparafrazować A. de Tocqueville'a, który powiedział: kto badał i widział tylko Francję, ten nigdy i nic, rzec się odważę, nie pojmie z Rewolucji Francuskiej, a my powiemy: ktoś kto badał tylko Jezusa ten nigdy i nic nie pojmie z jego życia. Autor w swojej prezentacji obrał kolejność, która jako zamierzenie wydaje się interesująca – kolejność nie tyle chronologiczną (do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni), ale według malejącego stopnia wyrafinowania teologicznego i bliskości do Jezusa historycznego (co – uwaga – wcale nie pokrywa się z odwróconą chronologią – Paweł jest wcześniejszy od Marka, ale jego myśl dalsza od historii) – tak jak archeolog stopniowo zdejmujący kolejne warstwy ziemi i mozolnie odsłaniający stanowisko. Ładunek jak na książkę sensacyjną. Autor jednak nie jest beletrystą i jego profesorskie podejście psuje często ten efekt. Choć z drugiej strony całość jest napisana w dyskursie dydaktycznym, a nie akademickim, niektóre przeskoki w rozumowaniu wydają się "nie być do końca bezdyskusyjne". Autor świadomie nie chce wchodzić w akademickie polemiki bazując zasadniczo na tym, co można (?) uznać za pewien konsensus badaczy. Najbardziej dyskusyjne wydaje się jego przyjmowanie za oczywiste poglądu, że Jezus nigdy nic nie miał świadomie wspólnego z polityką (ale to temat na kiedy indziej). Sądzę, że książka ta może być doskonałym wstępem do naukowo-krytycznego zainteresowania się powstaniem chrześcijaństwa. 

(601)

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Spread the love
  • 2
    Udostępnienia
page 5 of 5»

Ostatnie strony
Follow Me
FacebookGooglePlusTwitterYoutube
Najczęściej czytane posty
  • No results available

Welcome , today is czwartek, 29 października 2020